Podoba Ci się Zielony Zagonek, jeśli tak to dołącz do Zagonkowego biuletynu i otrzymuj za darmo powiadomienia o nowych wpisach czy też linki do darmowych ebooków.

7 zasad prawidłowej naturalnej w prewencji próchnicy

7 zasad prawidłowej naturalnej w prewencji próchnicy

  To już ostatni wpis dotyczący walki z próchnicą, mam nadzieję, że wiecie już wszystko, jeśli nie zostawcie pytanie pod wpisem w komentarzu. Zasada 1 Płucz usta roztworem soli i gorącej wody (30g soli na 500ml gorącej niechlorowanej lub źródlanej wody i 1 kropli olejku eterycznego). Rozpocznij dzień od wypłukania ust. Sól eliminuje z buzi mikroby oraz reguluje pH w buzi nadając jej odczyn zasadowy. Jest to również świetna alternatywa popularnej gumy do żucia, kiedy nie mamy możliwości wymyć zębów (warto mieć pojemniczek z roztworem soli, która jest bezpieczniejsza i zdrowsza od wspomnianej gumy).   Zasada 2 Wyczyść język kilkakrotnie ścierając z niego nalot za pomocą chociażby małej łyżeczki. Pamiętaj również, że biały nalot na języku oznacza problemy z trawieniem i należy przyglądnąć się swojej diecie. Warto by było przeprowadzić detoks więcej znajdziecie w darmowej publikacji klik.   Zasada 3 Wyszczotkuj dziąsła. Jest to bardzo ważne ponieważ chore dziąsła to większe ryzyko problemów z zębami. Zawsze używaj do tego suchej i miękkiej szczoteczki, masuj dziąsła w kierunku zębów i z powrotem. Warto na szczoteczkę dodać kroplę olejku z drzewa herbacianego.   Zasada 4 Czyść linię dziąseł z pozostałości po posiłkach za pomocą gumki do usuwania osadu nazębnego.   Zasada 5 Kiedyś ludzie nie nitkowali zębów, ponieważ w użyciu były „szczoteczki” zrobione z chociażby brzozy, które żute były godzinami przez co rozmiękczone włókna rośliny czyściły zarówno zęby jak i przestrzenie pomiędzy nimi. Obecnie warto nitkować zęby, zaś na nić dentystyczną warto nalać kroplę olejku z drzewa herbacianego.   Zasada 6  Usuwanie toksyn i bakterii za pomocą oleju, jest to stara metoda pochodząca z medycyny indyjskiej – Ajurwedy, do ust nabieramy miksturę oliwy z oliwek 1 kropli olejku z oregano i 1 kroplę olejku z drzewa herbacianego przez 10 minut intensywnie przepłukujemy usta. Następnie wypluwamy zawartość ust do kosza na śmieci. W medycynie indyjskiej taki zabieg stosowany jest do pozbycia się toksyn i bakterii z zębów, dziąseł i organizmu.   Zasada 7 Wymyj zęby pastą lecz za wszelką cenę unikaj komercyjnego dowiedz się jak zrobić pastę do zębów, kliknij tutaj Jeszcze troszkę o szczoteczce do zębów. Pamiętaj, że jeśli Twoja szczoteczka do zębów ma wgniecione włosie, pamiętaj że jest to efekt nieprawidłowej jej eksploatacji. Co więcej, taka „zużyta” szczoteczka ukazuje problem jaki posiadasz z doborem siły nacisku używanej do mycia zębów, która jest po prostu zbyt duża. Dodatkowo należy pamiętać, aby wybierać zawsze szczoteczkę z miękkim włosiem. Paradontoza czy też krwawiące dziąsła? Osoby mające duże problemy z dziąsłami, np. paradontozę powinny co godzinę przez dwa dni płukać usta roztworem soli z punktu pierwszego. Dodatkowo warto pić kolejny roztwór, który pomoże dziąsłom „przyłączyć” się z powrotem do zębów. Do sporządzenia roztworu potrzebujemy 1 łyżeczkę soku z cytryny i ½ łyżeczki sody oczyszczonej. Wszystko mieszamy z 1 szklanką wody, czekamy jak wszystko przestanie gazować i pijemy. W ten sposób otrzymaliśmy askorbinian sodu, który posiada silne właściwości odbudowy tkanek i jest skuteczny w walce z wirusami i bakteriami.   Judd, G (2002) Fixing teeth dostępny online: . http://www.fixyourteeth.org/Gerard-Judd/summary-teeth.htm

Czytaj dalej

Rana, niby nic, a mało kto wie jak o nią zadbać by uniknąć infekcji.

Rana, niby nic, a mało kto wie jak o nią zadbać by uniknąć infekcji.

Jeśli ktoś tak jak ja jest wątpliwym fanem konwencjonalnej medycyny bez wątpienia przewertował wiele pism, książek i innych źródeł w celu znalezienia informacji na temat głównych infekcji czy zakażeń i chorób wirusowych. W naszym wystraszonym, a równocześnie hipochondrycznym społeczeństwie słowo tężec, przywołuje dziesiątki śmiertelnych historii i ogólną panikę. Tężec brzmi groźnie i jest groźny, toksyna która uwalnia się podczas zakażenia jest często śmiertelna, choć również i prawdopodobieństwo zachorowania jest dość znikome. Niemniej nie będę rozprawiać nad skutecznością oraz koniecznością szczepienia, bo uważam, że to jest w każdego interesie aby samemu podjąć poinformowaną i świadomą decyzję, jaka by ona nie była. Dlatego przemilczę temat szczepień i w tym wpisie powiemy o pielęgnacji podejrzanej rany, choć i zwykłe zadrapanie może być źródłem infekcji. Według oficjalnych danych tężca w Polsce nie ma, ale życie życiem. W walce z tężcem najważniejsza jest prewencja, czyli zadbanie o higienę rany, każdej rany! Zaczniemy od początku. Jeden. Nie zabrudź Na początek najważniejsze NIE DOTYKAJ RANY BRUDNYMI PALCAMI. Dwa. Oczyść ranę. Czysta woda. Niedoceniana, a niezbędna do jej oczyszczenia. Ranę należy przemyć wodą, jednak nie lejmy tej wody z góry bezpośrednio na ranę, a z jej krawędź po to, aby nie „wbić” w ranę brudu i całej reszty. Trzy. Odkażamy. Następnie w użytek idzie woda utleniona, są dwie frakcje jedna która mówi, że woda utleniona pomaga w walce z infekcją rany i druga, której stronnicy sugerują że woda utleniona jedynie oczyszcza ranę z mechanicznych zabrudzeń i uszkadza zdrowe tkanki spowalniając gojenie się rany. Jednakże w przypadku tężca spowolnienie zasklepienia rany (mowa o ranach kłutych, mało krwawiących) nie jest takie złe (mowa o początkowej fazie pielęgnacji o ranę, później kiedy jest wyczyszczona im szybciej się zasklepi tym lepiej, chociaż i tutaj tyle opinii co fachowców). Jeśli rana obficie krwawi to dobrze (oczywiście nie mówimy tutaj o poważnych ranach) bo w ten sposób rana się „czyści” dawniej, jeśli rana nie krwawiła, ludzie sami nakłuwali ją aby ta mogła się oczyścić, bo pamiętajmy że laseczka tężeca uwielbia warunki beztlenowe. Cztery. Czas na nalewkę z nagietka lekarskiego i dziurawca. Już ostatni dzwonek, aby zebrać świeże ziele i kwiaty nagietka lekarskiego. Nagietek ze względu na swoje właściwości ma szerokie zastosowanie w kosmetyce, jednak dziś nie o tym. A o czymś dużo bardziej pomocnym. Dziś zrobimy nalewkę z nagietka lekarskiego. Po co? . W starożytnym Rzymie nagietek lekarski był antidotum na ukąszenia skorpionów. Ekstrakt z nagietka wspomaga formowanie się nowych tkanek a równocześnie wspomaga krążenie krwi (krwawienie oczyści ranę), dlatego jest tak świetnym panaceum na wszelakie ranki czy inne problemy skórne. Dodatkowo nagietek lekarski ma silne działanie antybakteryjne i przeciwzapalne – Ponadto nagietek jest naturalnym źródłem jodyny i już w 1898 roku Felter i Uri w swojej pracy Kings American Dispensatory (Dostępnym online) piszą iż nalewka z nagietka przeciwdziała zakażeniom rany takim jak gangrena, a równocześnie ogranicza lub nawet całkowicie likwiduje prawdopodobieństwo wystąpienia tężca. Ziele (liście i łodygi) oraz kwiat nagietka zalej wódką użyj proporcji 1:1. Zamknij. Odstaw w ciemne miejsce na trzy tygodnie co jakiś czas wstrząsając butelką. Po tym czasie przecedź i przechowuj z dala od słońca przez dwa lata. Pięć. Opatrunek.   Po wymyciu rany wodą przemyj ranę rozcieńczoną nalewką z nagietka lekarskiego w proporcji 1 do 3 części wody destylowanej lub źródlanej. Następnie nadszedł czas na olejek z oregano, jest on drażniący dla skóry jednakże ja stosuję jedną kroplę na ranę u dzieci 2 razy dziennie do momentu jej zasklepienia. Dlaczego? Ponieważ zawiera on naturalny środek odkażający – fenol. Przykryj ranę sterylnym gazikiem zamoczonym w nalewce z dziurawca rozcieńczonej 1:10 z woda destylowaną. (Compton , F.L. (2002) Preventive Medicine with No Side-Effects). Wykonanej tak samo jak nalewka z nagietka lekarskiego (patrz powyżej). Sześć. Alternatywa. Nie masz nalewek, ani czasu użyj gazika zamoczonego w oleju rycynowym, który ma ogromne właściwości „wyciągające”. Gazik powinien być zmieniany co dwie godziny pierwszego dnia i dwa razy dziennie przez kolejne trzy dni.   Siedem. Poczytaj już teraz o tężcu, o tym dlaczego jest niebezpieczny, dowiedz się jak działa szczepionka a jak serum przeciwtężcowe. Podejmij poinformowaną decyzję zanim będziesz zmuszony zdecydować o tak ważnej kwestii na szybkiego, na oddziale ratunkowym.        Bibliografia Heller, B. (1999) Essential Herbs for Lifelong Health: Storey Country Wisdom.

Czytaj dalej

Prawda o paście do zębów

Prawda o paście do zębów

Kiedy byliśmy dziećmi każdy zarówno rodzice, nauczyciele czy też dentyści mówili nam, że zęby należy myć komercyjną pastą do zębów. Miał być to jeden z tych nawyków, który teoretycznie ochraniał nas przed próchnicą i dbał o zdrowe zęby. Na potwierdzenie tego w telewizji wciąż przekonują nas o tym „fakcie” dziesiątki reklam mówiących o wspaniałych zaletach pasty do zębów. Jednakże analizując skład pasty do zębów, tego osiągnięcia dentystyki, które stało się tak niezbędne dla współczesnego człowieka, musimy dość krytycznie przyjrzeć się jego faktycznemu działaniu na nasze zęby. Jeśli pasta do zębów jest tak wspaniałym osiągnięciem to dlaczego wciąż obserwujemy ogromne ilości ludzi, którzy pomimo bardzo regularnego mycia zębów, mają z nimi problemy? Dużą ignorancją byłoby stwierdzenie, że to wina pasty do zębów, kiedy zakwaszająca dieta ludzi zachodu jest pełna wyrobów zbożowych, pasteryzowanego mleka, wysoko przetworzonej i jałowej żywności, która niszczy zęby od środka. Należy jednak wspomnieć o tym, że i pasta do zębów również odgrywa tutaj swoją rolę. Nie bez powodu jest również fakt, że każdy producent pasty na jej opakowaniu zamieści informacje „szkodliwy w wypadku połknięcia”. Dlaczego? Dwa razy dziennie ‚sprawdzamy’ co się stanie gdy chemikalia dostaną się do naszego ciała Ponieważ chemikalia obecne w paście do zębów, to toksyny których w normalnej sytuacji nigdy byś nie użył. Te syntetyczne substancje chemiczne prędzej nadają się do czyszczenia podłogi w ogromnej fabryce. A już na pewno nie brał byś ich do ust gdzie znajduje się bardzo delikatny i chłonny nabłonek. Nabłonek ,który jest cienki jak pergamin, i doskonale wchłania wspomniane substancje, zwłaszcza jeśli mamy problem z krwawiącymi dziąsłami. Krwawienie dziąseł sprawia, że toksyny zawarte w paście bezpośrednio dostają się do naszego krwioobiegu. Substancja przed którą przestrzega sam producent używana jest przez większość z nas dwa razy dziennie, a nawet częściej przez całe nasze życie. Chcesz wiedzieć co jest w środku? Fluor w paście, miał pomagać a niszczy nasze zdrowie.   Już kiedyś na Zagonku pojawił się wpis dotyczący toksycznego fluoru zawartego w paście, znajdziesz go tutaj. Mówiąc ogólnie próchnica nie jest wywołana poprzez brak fluoru w naszym organizmie, dlatego suplementacja fluoru, który i tak jest obecny w dużych ilościach w naszym zanieczyszczonym środowisku jest całkowicie zbędna. Co gorsza fluor to neurotoksyna, która odkłada się w organizmie zwłaszcza mózgu, obniża nasz poziom inteligencji, zaburza gospodarkę hormonalną czy jest rakotwórcza. Lista efektów ubocznych fluoru jest naprawdę imponująca. Ilość pozostałych składników w paście do zębów nie jest wielka, lecz należy pamiętać, że w naszym otoczeniu spotykamy się z różnymi substancjami kilkakrotnie w ciągu dnia, a nawet godziny. Dlatego nawet minimalna ilość w jednym produkcie po użyciu pozostałych środków do pielęgnacji chociażby ciała, wcale minimalna już nie jest. Co jest w środku? Czyli to ma dbać o zdrowy uśmiech? Chyba ktoś tutaj kpi. Propylene glycol – tak powszechny w czołowych produktach do mycia zębów jest równie często używany w przemyśle jako odszraniacz do samolotów czy też w zimowych płynach przeciw zamarzaniu. Substancja ta ma działanie drażniące skórę i tkanki śluzowe. Ponadto podwyższa zakwaszenie organizmu prowadząc do kwasicy metabolicznej. Sztuczne barwniki – składnik całkowicie zbędny w paście do zębów, a wywołujący różne skutki uboczne jak chociażby alergia. Zwłaszcza, że sporo z tych pigmentów może być zanieczyszczone metalami ciężkimi, a to już nie są przelewki. Triclosan- uwielbiam ten „bezpieczny” składnik, który jest pestycydem niszczącym wszystko co znajduje się w wodzie. Dodawany jest do pasty jako środek antybakteryjny tylko przez przypadek zmienia gospodarkę hormonalną człowieka czy upośledza pracę mięśni. Dodatkowym „bonusem” jest fakt, że triclosan wchodzi w reakcje z chlorowaną wodą (tą która jest w twoim kranie) tworząc chloroform i dioksyny które przez tylko przez ‘przypadek’ utożsamiane są z różnymi przypadkami zachorowania na nowotwory. Słodziki- kolejny zbędny składnik. Do uprzyjemnienia pasty do zębów producenci używają sacharyny, sorbitolu i ksylitolu. Sacharyna jest bardzo często utożsamiana z przypadkami rozwoju nowotworów. Ksylitol ten obecny jest w świecie roślin, jednakże ten produkowany na skale masową produkowany jest z kukurydzy czy drzew. Obecnie sporo osób pisze o pozytywnym wpływie ksylitolu na chociażby nasze zęby jednakże te hipotezy nie zostały jeszcze potwierdzone, zwłaszcza że badania kliniczne odrzucają ten argument. Ciężko się rozpisywać w tym temacie, dla mnie cukier to cukier i powinniśmy go unikać. Detergenty i środki powierzchniowo czynne - mają nam zapewnić nie zapominane pieniące doznania się pasty są koniecznością, ponieważ konsumentom wydaje się, że to piana myje. Bzdura! Jednak wracając do substancji chemicznych użytych do produkcji pasty, te detergenty są znanymi substancjami podrażniającymi skórę, rakotwórczymi, mutagennymi, zaburzającymi gospodarkę hormonalną (dowiedz się o tym jak bagatelizowany przez większość z nas frazes wpływa na nasze zdrowie – ważne fakty o gospodarce hormonalnej) . Z ciekawostek znany środek powierzchniowo czynny – SLS, powoduje krwawienie dziąseł a nawet paradontozę. Gwarantuje to lepsze wchłanianie składników pasty, z całym wachlarzem wątpliwych „korzyści”. Gliceryna- klejąca się, przezroczysta substancja pochodzenia głównie roślinnego, która poddawana jest wielokrotnie „wybielaniu” i perfumowaniu. Substancja ta wspaniale pokrywa nasze zęby pancerzem, który całkowicie blokuje dostęp śliny do zębów, śliny która odpowiedzialna jest za reminalizację naszych zębów. Czy wiesz, że aby pozbyć się gliceryny z zębów te należy wypłukać co najmniej 27 razy. Perfumy,… widząc je w składzie uciekajcie, więcej informacji znajdziecie tutaj. Carbomer – kolejna pochodna produkcji ropy naftowej. Substancja ta używana jest aby zagęścić pastę. Jest to polimer, który jest bardzo kwaśny, dlatego potrzebuje on obecności innych substancji, które nie koniecznie muszą być wymienione w składzie jak sodium hydroxide (inaczej ług, soda kaustyczna) aby zneutralizować jego działanie.   Postaw na prostotę i dziedzictwo starszych pokoleń  Pasta z sody i soli Wymyj zęby, lecz za wszelką cenę unikaj komercyjnego bubla. W zamian lepiej wymyć zęby mieszaniną olejku eterycznego (1 kropla na mycie) np. miętowego, bardzo drobnej soli (nie jodowanej, bez antyzbrylaczy i najlepiej kamiennej lub morskiej) oraz sody oczyszczonej (dawniej było to po prostu mydło lub w bardziej  zamierzchłych czasach popiół. Jednak należy pamiętać, że ostatnia opcja nie jest najlepszą, gdyż popiół i woda tworzą żrącą i drażniącą miksturę, która nie jest polecana osobom z delikatnymi dziąsłami).    Ziołowy proszek do mycia zębów (wg Svobody przepis pochodzi z książki „Piękna z natury”) 5 łyżeczek kory dębu 3 łyżeczki czarnego pieprzu 2 łyżeczki soli morskiej lub kamiennej 1 łyżeczka kurkumy…

Czytaj dalej

Prawdziwy syrop z owoców bzu czarnego

Prawdziwy syrop z owoców bzu czarnego

Dlaczego warto zawracać sobie głowę robieniem syropu z owoców czarnego bzu?     Jest kilka powodów. Po pierwsze jest banalnie prosty w przygotowaniu. Po drugie syrop dostępny w sklepie zawiera jedynie do 35% naturalnego soku z owoców czarnego bzu i ogromne ilości cukru, tak duże, że w czasie choroby moje dzieciaki wręcz odmawiały jego konsumpcji, dlatego warto zrobić go samemu w domu. Po trzecie właściwości lecznicze owoców czarnego bzu są naprawdę imponujące sprawiając, że staje się on podstawą każdej domowej apteczki. Dlaczego? Owoce czarnego bzu: – mają działanie przeciwzapalne i anty wirusowe, zaś badania pokazują, że w znaczy sposób taki sok redukuje objawy grypy jak i okres jej trwania (Balick, 2014) należy jednak pamiętać o tym by pić sok na początku choroby. – świetnie sprawdza się na początku wszelakich infekcji górnych dróg oddechowych, – przez ostatnie 2500 lat w Europie używano czarnego bzu do leczenia kolki, biegunki czy reumatyzmu. -Gumowska oraz duża część polskich zielarzy wskazuje na działanie odtruwające owoców. Oznacza to, że jagody skutecznie usuwają z organizmu toksyny egzogenne, czyli takie dostające się do naszego ciała z zewnątrz. Wśród wspomnianych toksyn znajdziemy metale ciężkie, pasożyty czy bakterie. – pomaga złagodzić wszelaki ból, sprawdziłam to podczas zapalenia uszu u dzieci i działa naprawdę fenomenalnie. Jak zrobić syrop? Pozbieraj baldachy z owocami najlepiej 2 dni po deszczach. Następnie z każdego baldachu pousuwaj czerwone i zielone owoce (przeważnie jest ich kilka do kilkunastu w każdej kiści). Za pomocą palców ściągnij owoce, są one twarde więc nie rozwalają się łatwo i cały proces trwa bardzo szybko. Następnie włóż owoce do miski, dodaj przecier z płatków róż lub też usmażoną skórkę pomarańczową i zmiksuj na gęstą masę. Można dodać cukier, jednak nie jest to konieczne, lepiej później posłodzić sok miodem zaraz przed użyciem. Przelej do słoiczków i pasteryzuj przez 15 minut rozpoczynając proces od zimnej wody. Jedną łyżkę syropu pijemy co 1 do 2 godzin na początku infekcji. NIGDY nie wolno konsumować świeżych owoców jak i soku z czarnego bzu, ponieważ mogą one mieć negatywny wpływ na nasze zdrowie i po prostu przeczyścić nasz organizm. Należy je OBOWIĄZKOWO poddać obróbce termicznej. Proces ten całkowicie zlikwiduje cyjanek zawarty w owocach. Mając na myśli „negatywny wpływ” oznacza to, że konsumpcja zbyt dużej ilości surowych jagód może spowodować silne wymioty, zawroty głowy czy też mdłości u niektórych osób. Po czwarte już czas aby zebrać owoce!   Balick, M. (2014) Rodale’s 21st-Century Herbal: A Practical Guide for Healthy Living Using Nature’s Most Powerwful Plants Harrod-Buhner, S. (2013) Herbal Antivirals: Natural Remedies for Emerging&Resistant Viral Infections Gumowska, I. (1985) Owoce z lasów i pól

Czytaj dalej

Dieta w walce z próchnicą, czyli jak wyleczyć zęby

Dieta w walce z próchnicą, czyli jak wyleczyć zęby

Bardzo kontrowersyjne w ujęciu konwencjonalnej dentystyki jest hipoteza, która mówi, że zęby jako część naszego ciała są nie tylko żywe, ale również posiadają naturalne zdolności do tego, aby się samoistnie wyleczyć. Wspomniany proces będzie miał miejsce, kiedy stworzymy ku temu odpowiednie warunki. Wtedy też jeśli zaczynają zachodzić zmiany w zębach i powstaje próchnica zębina rozpoczyna walkę i wysyła odontoblasty, które rozpoczynają proces leczenia poprzez formowanie kolejnej  warstwy zębiny. Jednak należy pamiętać, że w tym procesie nie stworzymy nowego zęba, niewielkie zmiany mogą same się wyleczyć w procesie remineralizacji. Bardziej zainfekowane zęby, utworzą coś na styl strupka, który w końcu stwardnieje i będzie odporny na próchnice tak długo jak w ustach będą zachowane odpowiednie warunki zaś sam organizm będzie zdrowy. Czym są wspomniane „odpowiednie” warunki? To stan gdzie prawdziwe witaminy i minerały są dostarczane do organizmu w celu zachowania odpowiedniej równowagi organizmu, a równocześnie wspomagają tworzenie się nowej zębiny. Dlatego dieta jest najważniejsza zaś przetworzona i nieodpowiednia żywność jedynie hamują lub całkowicie blokują ten proces. Na przełomie drugiego i trzeciego roku życia, formują się u dzieci zęby stałe. Jeśli w diecie dziecka brakuje witaminy C, D i A ich zęby będą mniej odporne na próchnicę w przyszłości ( Huggins, H.a. (1981) Why Raise Ugly Kids?: How You Can Fulfill Your Child’s Health and Happiness Potential. USA. Dlatego warto małym dzieciom do picia zrobić herbatkę ziołową, która uzupełni organizm w niezbędne minerały zrobioną ze skrzypu polnego, słomy owsianej i pokrzyw (zioła mieszamy w równej proporcji, zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy pod przykryciem na 15 minut). Ponadto w diecie należy uwzględnić witaminę D, A jak i K2, które są obecne w jajkach kurzych z wolnego wybiegu, wystarczy zjeść dwa dziennie aby uzupełnić zapotrzebowanie na wspomniane witaminy. Jak powinna wyglądać dieta, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy próchnicy? – wyeliminować zboża. Jest to trudne, kiedy w naszej diecie te przodują. Jednakże wszystkie zboża, rośliny strączkowe i nasiona muszą być namaczane lub fermentowane przed konsumpcją. Dla przykładu, płatki owsiane (1 szklankę) namaczamy przez co najmniej 7 godzin (w 1 szklance wody) w temperaturze pokojowej z dwoma łyżkami jogurtu, maślanki, soku cytrynowego lub octu jabłkowego,  aby ułatwić ich trawienie. Chociaż pamiętajmy nie pozwoli to usunąć z nich kwasu fitynowego. Do gotowania takich płatków dodajemy 1 szklankę wody, warto je podawać z łyżka masła, owocami. Dodatkowo każde pieczywo powinno być pieczone z zakwasu i pochodzić z mąki niebielonej. – unikaj za wszelką cenę pszenicy i białej mąki, chyba że mowa jest o starych odmianach pszenicy takich jak orkisz. – jedz świeże warzywa, ale nie surowe, a te poddane delikatnej obróbce cieplnej (wyjątkiem jest sałata i ogórki) – całkowicie usuń z diety przetworzoną żywność – nie unikaj słońca, które produkuje niezbędną do walki z próchnicą witaminę D, – poza mięsem karmionym na pstwiskach warto jeść choć dwa razy w tygodniu podroby, które są bogatym źródłem witamin i minerałów. Pamiętaj również, że lepiej jest zjeść rzadziej mięso ale z dobrego źródła, niż częściej dziadostwo z superferm. – unikaj przetworzonych olei roślinnych do gotowania, w zamian warto używać masła klarowanego czy też oleju kokosowego, zaś do sałatek na zimno warto zastosować naturalnych olei z dyni czy oliwy z oliwek. -wegetarianie i weganie, powinni dostarczać dodatkowo więcej witaminy A, D3 i K2. – pij wodę zawsze kiedy jesteś spragniony i co najmniej 1 szklankę prawdziwego mleka dziennie lub octu jajecznego Czytając książkę „How to cure tooth decay” Ramona Nigela mam mieszane odczucia dotyczące protokołu, który powinniśmy przestrzegać chcąc wyleczyć zęby. Wątpliwości te dotyczą przede wszystkim tego, że po pierwsze nie każde społeczeństwo żyło nad brzegiem morza i miało dostęp do tranu czy też ryb lub ostryg. W każdym razie kilka razy w tygodniu pijmy 2 szklanki  warto wrócić do staroświeckiego bulionu na bazie kości gdyż szpik kostny jest bardzo istotny w odbudowie zębiny. Ponadto kilka łyżek niepasteryzowanej śmietany na przełomie tygodnia jest tutaj niezbędne. Nie zapomnij o naszych tradycyjnych kiszonkach i przetworach mlecznych takich jak maślanka, kefir czy zsiadłe mleko, które pomagają uregulować układ trawienny a równocześnie poprawić wchłanianie witamin i minerałów. Warto aby dziecko piło choć 2 szklanki przefermentowanego nabiału w tygodniu. Codziennie warto jeść 2 surowe lub ugotowane na miękko jajka. Zaś 2 razy w tygodniu do obiadu lub na kolację zjeść podroby takie jak wątroba czy nerki. Wszelkie pożywne potrawy jednogarnkowe jak gulasze powinny stać się podstawą naszej diety.  Powyższy protokół będę stosować u Swojego synka, który ma problem z odwapnieniem zębów, i za kilka miesięcy podzielę się rezultatami.      UPDATE: Co z Wegetarianami? Wśród czytelników zagonka są i wegetarianie dlatego do wpisu dodam jeszcze wskazówki dla tej grupy. Nigel sugeruje aby: -Pić od dwóch do czterech szklanek niepasteryzowanego mleka, kefiru, jogurtu lub maślanki. Ewentualnie 50g sera żółtego zamiast każdej szklanki nabiału, dodatkową opcją jest ocet jajeczny, – jeść od 50 do 100g sera białego, – 1-4 jajek surowych, na miękko lub na twardo, – pić zupę lub soki warzywne bądź też codziennie robić  „Ajurwedyczny zielony sok” z 1/4 łyżeczki soli, kurkumy, 1łyżeczki garam masala, 1 łyżki masła klarowanego, 1 szklanki wody, 100g sera indyjskiego (przepis) oraz 500g świeżych warzyw, wszystkie przyprawy gotuj przez 15 minut wraz z tłuszczem i wodą. Dodaj warzyw i przykryj. Kiedy warzywa się delikatnie zeszklą i nabiorą żywszych kolorów ściągnij wszystko z ognia i zmiel wszystko wraz serem i odrobiną soku z limonki) – zjadać spore ilości witaminy C obecnej w warzywach takich jak kalafior czy papryka  - konsumować spore ilości prawdziwego masła  lub masła klarowanego z każdym posiłkiem, – raz dziennie zjeść coś sfermentowanego jak kefir czy ogórki kiszone,

Czytaj dalej

Roślina tak uniwersalna, że musimy ją posiadać w ogrodzie.

Roślina tak uniwersalna, że musimy ją posiadać w ogrodzie.

To kolejna roślina, która powinna zagościć w naszych ogrodach, a raczej para roślin (potrzebujemy męskiego i żeńskiego drzewka, aby uzyskać owoce). Rokitnik jest wspaniałym źródłem witaminy C, co więcej zawartość enzymu askorbinazy sprawia, że ta nie utlenia się w procesie obróbki termicznej czy podczas przechowywania. Dlatego też, zamiast uzbrajać się w cytrynę na okres zimowy, lub żółte i bezsensowne tabletki z rutyną czy też czymś  jedynie podobnym do witaminy C,  lepiej przygotować pełno słoiczków przecieru rokitnikowego.   Co więcej, rokitnik to nie tylko witamina C, to również bogate źródło witaminy P, A, E, K czy witamin z grupy B. Według Elżbiety Zielińskiej wszystkie te witaminy nie dość, że są łatwo przyswajalne, nie ulegają rozkładowi, dlatego roślina ta ma świedne działanie witaminizujące i wzmacniające. W jego składzie znajdziemy również kwas foliowy czy kwas tłuszczowy Omega 7. Jednak rokitnik to nie same owoce, ale i nasiona oraz liście, które podobnie jak owoce są źródłem tłuszczy, witamin i garbników. W związku wygrywa walkę z wrzodami, reumatyzmem, przewlekłymi biegunkami czy też w  wspomoże ogólnym osłabieniu organizmu. Ekstrakt olejowy z rokitnika: Pozbierane owoce wymyć i osuszyć. Następnie przetrzeć przez sitko i odcisnąć sok, zmiksować mikserem lub wcisnąć przez sokowirówkę. Sok wypić, zaś powstałą pulpę rozłożyć cienko na papierze i pozostawić w ciepłym miejscu do całkowitego wyschnięcia, ewentualnie można ją wysuszyć w suszarce do owoców. Po wyschnięciu pulpy, rozdrobnić ją i zmielić w młynku do kawy na pył. Wszystko przesyp do słoika i zalej olejem lub oliwą z oliwek w proporcji (2:3). Słoik szczelnie zamknij i pozostaw w ciemnym miejscu na około 3 tygodnie, mieszając raz na jakiś czas całą zawartość. Po tym czasie przecedź wszystko przez gazę i pozostaw na kolejny tydzień, na dnie powinien uformować się osad. Ponownie przecedź wszystko starajac się nie wzburzyć osadu. Takimacerat przechowuj w lodówce do dwóch lat. Należy jednak pamiętać, aby nie przypalić wytłoczyn (co może się stać w suszarce), gdyż te w takim wypadku stają się niezdatne do użytku. Olej z rokitnika można zastosować do codziennej pielęgnacji skóry, zwłaszcza ze względu na zawartość odmładzającej witaminy E. Dodatkowo można go konsumować, 4-5 łyżek jest w stanie zapewnić dzienne zapotrzebowanie na wspomniane wyżej witaminy.     Peeling z rokitnika 1 szklanka owoców rokitnika 2 szklanki soli gruboziarnistej 4 łyżki startej skórki z cytryny Owoce ubić lub zmiksować ręcznym mikserem, następnie dodać do nich sól i skórkę cytryny. W szystko wymieszać i pozostawić na co najmniej 24 godziny. Na powierzchni może pojawić się olej rokitnikowy, dlatego przed każdym użyciem warto wszystko wymieszać. Taki peeling może bez problemu stać na półce do roku czasu. Maseczka do twarzy z liści rokitnika – 1 szklankę liści rokitnika – 2 łyżki wody mineralnej lub przegotowanej – 1 łyżka miodu – 1 łyżeczka oliwy z oliwek (skóra sucha) lub oleju słonecznikowego (skóra tłusta i wrażliwa) Świeże liście zmielić ręcznym mikserem lub wysuszyć i zmielić w młynku do kawy (opcja na zimę). Wymieszać wszystkie składniki aby otrzymać papkę, nałożyć na twarz i pozostawić na 15 minut, następnie zmyć zimną wodą. Rokitnikowa multiwitaminka Owoce wymyć i osuszyć. Zmielić ręcznym mikserem, tak aby skórki jagód zostały zmielone. Następnie pozostawić w lodówce na około 1 godzinę, w tym czasie na dnie powinny osiąść nasiona (nasiona można ususzyć i zrobić z nich olej rokitnikowy tak jak w przepisie powyżej). W garczku smażymy  jabłka tak aby uzyskać puree, kiedy te całkowicie rozmiękną dodajemy sok z rokitnika, mieszamy i gotujemy przez 3 minuty. Przekładamy do słoików i pasteryzujemy około 15 minut (takie puree można posłodzić lub posolić niewielką szczyptą soli lub pominąć w ogóle dodawanie czegokolwiek).

Czytaj dalej

Ciąża naturalnie? W naszych czasach? – Zdecydowanie!

Ciąża naturalnie? W naszych czasach? – Zdecydowanie!

  W końcu ruszyła strona kampanii społecznej www.ciazanaturalnie.pl. Zajęło mi to sporo czasu, ale mam nadzieję, że wiele z przyszłych mam z niej skorzysta. Kilkadziesiąt artykułów pozbawiło czytelników zagonka sporej ilości wpisów. Bardzo was za to przepraszam, ale czasem są rzeczy, które człowiek musi zrobić i to była jedna z nich. Kampania powstała wskutek obserwacji otaczającego mnie świata. Powstała po to, aby więcej mam było świadomych ogromnego wpływu, jakie ma środowisko zewnętrzne na malutkie dziecko rozwijające się w jej łonie. Nie chodzi tutaj o zanieczyszczenie środowiska, czy o sprawy, na które mamy niewielki wpływ. Jest w niej mowa o czymś bardziej poważnym, a mianowicie o tym, co wiele nieświadomych mam robi swoim maleństwom używając popularnych środków chemii gospodarczej czy kosmetyków. Niestety ginekolodzy i lekarze o tym nie mówią. Dlatego postanowiłam, że ktoś musi przerwać tę zmowę milczenia, bo sprawa jest nader poważna. Setki tysięcy nieprzebadanych toksyn dostaje się do łożyska, pępowiny i mózgów naszych dzieci każdego dnia. Coraz więcej dzieci choruje na przewlekłe schorzenia, a tak być nie powinno!   Dodatkowo na stronie kampanii znajdziecie sporo tekstów, które obejmują tematykę naturalnego porodu czy radzenia sobie z bólem porodowym. Nie chodzi tutaj o zmuszanie mam do naturalnego rozwiązania, a o ukazanie im, jakie są silne. Każda kobieta posiada ogromny instynkt, który doskonale wie, co robić i jak, jednakże jest on tłamszony przez „białe fartuchy” (należy wspomnieć, że jest wielu lekarzy czy położnych z powołania, którzy rzeczywiście pomagają). Bardzo często dzieje się tak, że okres oczekiwania na dziecko i sam poród stają się całkowicie odhumanizowane, mało ludzkie i traumatyczne. Tak też być nie powinno.   Do kobiet dociera natłok informacji, często sprzecznych, z których ciężko jest jednoznacznie stwierdzić – „tak to jest dobre”. Ciąża naturalnie to powrót do korzeni kobiecości, do podstaw, które nie są rewolucją, a jedynie czymś naturalnym, rzec można nawet prymitywnym i elementarnym. Mam nadzieję, że wiele mam, a przede wszystkim ich dzieci skorzysta z tej kampanii. Strona kampanii z czasem będzie uzupełniana o dodatkowe artykuły z dziedziny zdrowia, dietetyki czy też suplementacji. Co więcej, jeśli pojawi się temat, o którym warto napisać, lub który zasugerują czytelnicy, też zostanie poruszony. Strona nie jest blogiem, nie posiada opcji komentarzy, ponieważ Zielony Zagonek i tak jest w lesie pod względem nieodpowiedzianych komentarzy (za co strasznie przepraszam), ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu i udostępnicie jej zawartość na swoich profilach. Im więcej osób o niej wie tym lepiej. Dodatkowo jeśli chcecie tutaj jest link do baneru ciazanaturalnie.pl <p> <a href=”http://www.ciazanaturalnie.pl”><img src=”http://www.ciazanaturalnie.pl/wp-content/uploads/2014/07/logoudostepnienie.jpg” alt=”Ciaza naturalnie” width=”350″ height=”150″></a></p>

Czytaj dalej

Radzimy sobie z oparzeniami

Radzimy sobie z oparzeniami

Jako dość niezdarna kucharka mam wiele sposobności testowania rożnych naturalnych rozwiązań na oparzenia. Obecnie są one bardzo na czasie, gdyż sezon przetwórczy w pełni, a z racji, że przy dwójce bąbli i całej reszcie wszystko trzeba robić „na szybkiego” równie szybko powstają poparzenia i to dość poważne. Za pierwszym razem, kiedy się poparzyłam mąż poleciał do sklepu po znaną piankę na poparzenia, jednak, kiedy pianka pojawiła się na mojej skórze czułam jakby ktoś mi ją zdzierał. Myślę trzeba przyglądnąć się składnikom. To, co zobaczyłam przeraziło mnie. Wiem powinnam była zrobić to zanim prysnęłam tym draństwem na ranę, ale człowiek nie myśli, kiedy go boli jak diabli. Zamiast ukojenia podrażnienie Co jest w środku? – sztuczne perfumy – nikt tak naprawdę nie wie, co w nich jest i czym są, a czy są przebadane to już bardzo wątpliwe. Można by wiele pisać na ich temat. W każdym razie sztuczne perfumy to jeden z podstawowych składników, których powinniśmy unikać szerokim łukiem, jeśli zależy nam na naszym zdrowiu. Kolejny w składzie jest PEG, który bardzo łatwo może być zanieczyszczony dioksanem 1,4 jedną z najbardziej szkodliwych substancji jaka może znaleźć się w kosmetyku. Następnie mamy propene-butene, podrażniający skórę i śluzówki, toksyczny dla naszych narządów, silnie alergenny. Bardzo łatwo może być zanieczyszczony Butadienem, super rakotwórczą substancją. Kolejną perełką jest DMDM Hydantoin – wysoce niebezpieczna substancja rakotwórcza, która ma silne działanie toksyczne na skórę, wywołuje alergie i ją podrażnia a równocześnie ma wpływ na niszczenie naszego układu odpornościowego. Dodatkowo oskarżana jest o bardzo częste zanieczyszczenie formaldehydem, który w skali niebezpieczeństwa Environmental Working Group dostał „oskara”- 10 na 10 punktów. Później niby naturalny, Limonene, a wciąż bardzo podrażniający skórę i alergenny, podobnie jak Hexyl Cinnamal.   Te wszystkie składniki mają mi pomóc i złagodzić ból? Prędzej wywołać. Nie wiem dlaczego ta pianka jest tak popularna, przecież ona chyba ma na celu wywołać podrażnienie i zwiększyć nasze cierpienie, a nie pomóc. W ostateczności zmuszona byłam szukać innych alternatyw. Najskuteczniejsza okazała się bieżąca zimna woda na zmianę z workiem wypełnionym lodem. Po kilkudziesięciu minutach, kiedy ciało przestało piec nadszedł czas najpierw na olejek z drzewa herbacianego, a następnie wymieszałam 1 łyżkę miodu z 10 kroplami olejku lawendowego, wszystko owinięte w bardzo luźny opatrunek. Ranę przy każdej nadążającej się okazji wystawiałam na działanie powietrza. Na początku szczypało, ale po około 1 godzinie ból znikł   Pomogło, po tygodniu wciąż są strupki, jednak tam gdzie skóra już zeszła widać nowy naskórek i zero blizn. Dlaczego olejek herbaciany? Po prostu odkaża i ma działanie antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Lawenda łagodzi podrażnienia i wspomaga odbudowę skóry. Miód stwarza idealne, wilgotne warunki do leczenia się oparzeń. Używany był od pokoleń w medycynie ludowej właśnie w tym celu. W ostatnich latach potwierdzono naukowo jego działanie. Testy odbyły się w Indiach i przeprowadzone były przez Dr. Subrahmanyam na 64 pacjentach z bardzo rozległymi oparzeniami. Połowa z nich poddana była standardowej terapii a połowa leczona była gazą nawilżoną miodem. Okazało się, że pacjenci z „drugiej grupy”szybciej dochodzili do zdrowia, bo w ciągu około 9 dni w porównaniu do 18 dni do grupy pierwszej. Dodatkowo mieli dwa razy mniej blizn. Wskutek przeprowadzonych badań naukowiec stwierdził, że miód bardzo skutecznie walczy ze wszelkimi infekcjami ze względu na swoje ogromne właściwości antybakteryjne i wspomaga przyrost nowych komórek, równocześnie zapobiegając powstawaniu blizn. Dlatego domową apteczkę warto mieć zawsze zaopatrzoną w przynajmniej jeden mały słoiczek miodu.   Bilbiografia: Altman, N. The Honey Prescription: The Amzing Power of Honey As Medicine. Canada

Czytaj dalej

Ocet jeżynowy

Ocet jeżynowy

Aby wykonać ocet potrzebujesz: 1 część wody przegotowanej 1 część jeżyn 1/4 część cukru Wymieszaj składniki, przykryj szmatką, aby nie wleciały muchy i pozostaw na 7 dni, codziennie mieszając drewnianą łyżką. Po pewnym czasie zaczniesz czuć alkohol , to dobrze. Poczekaj jeszcze kolejnych kilka dni, aż owoce opadną na dno pojemnika i cała mikstura przestanie bąbelkować. Nadszedł czas na przecedzenie naszego octu przez gazę. Część owoców na pewno przeleci przez nią, jednak nie przejmuj się tym. Przelej przecedzoną miksturę znów do czystego słoika i mieszaj codziennie. Po kilku dniach na powierzchni powinien pojawić się delikatny biały kożuch, który w ciągu następnych tygodni przekształci się w galaretowatą substancję –„matkę”, która będzie chronić owoc  naszej pracy, ponieważ to, co będzie się pod nią się będzie znajdować to nasz ocet jeżynowy.   Zastosowanie octu jeżynowego? – Świetnie nadaje się do wszelakich marynat czy też jako dodatek do sosu sałatkowego. – Możemy go rozcieńczyć w proporcji 1:1 z wodą , przelać do ozdobnej buteleczki postawić w łazience do tonizowania skóry dojrzałej. – Możemy ćwierć szklanki octu wlać do kąpieli i cieszyć się jego relaksującym i odmładzającym działaniem na nasze ciało. – Zimą ocet wymieszany w równej proporcji z miodem to świetny środek przeciwkaszlowy.

Czytaj dalej

Co zamiast mleka,..

Co zamiast mleka,..

Z poprzedniego wpisu już wiecie, że mleko mleku nierówne. Dlatego warto poznać alternatywy dla mleka, które w tym samym stopniu wpłyną na zdrowie naszych zębów i zastąpią nam mleko, kiedy nie mamy do niego dostępu. Świetnym źródłem wapnia są miedzy innymi: – sardynki, puszka o wadze 100 gram posiada w miligramie 351 jednostek wapnia. – tłuste, niepasteryzowane mleko, którego 1 szklanka to 276 jednostek wapnia w miligramie – gotowany jarmuż 1 szklanka zawiera 266 jednostek wapnia w miligramie – gotowane kale 1 szklanka zawiera 171 jednostek wapnia w miligramie – surowy czosnek w 100 gramach mamy 181 mg wapnia – gotowane liście mniszka lekarskiego 1 szklanka zawiera 147 jednostek wapnia w miligramie – gotowany brokuł 2 szklanki zawierają 120 jednostek wapnia w miligramie – średniej wielości słodki ziemniak zawiera 40 jednostek wapnia w miligramie Jednak można zrobić swój własny suplement wapniowy najwyższej jakości. Nie oszukujmy się nie zawsze chcemy zjeść dwie szklanki brokułów dziennie? Z czego będzie nasz suplement… a z jajek. Skorupki jajek zawierają wapno w swojej najczystszej postaci, ponadto w przeciwieństwie do sztucznych minerałów z apteki ten rodzaj wapnia jest świetnie przyswajalny przez nasz organizm. Oznaczać to może, że ten rodzaj wapnia nie będzie odkładać się w naszym organizmie na przykład w postaci chociażby kamieni nerkowych, lecz pomoże naszym kościom oraz zębom. Dlatego powiem wam o cytrynowych jajkach, o których przeczytałam w książce Mortera „Your health, your choice”. Cytrynowe jajeczka Sposób przyrządzania ich jest dość prosty: w czystym słoiku umieść całe dobrze wymyte jajko pochodzące od kury z wolnego wybiegu, najlepiej takiej wiejskiej, następnie zalej jajko sokiem z cytryny (kwasy zawarte w soku zabiją wszelkie bakterie wraz z bakteriami salmonelli). Umieść słoik w lodówce i kilka razy dziennie, bardzo delikatnie wymieszaj jego zawartość. Wraz z uwalnianiem się wapnia do soku cytrynowego na około jajka pojawią się bąbelki. Po około 48 godzinach, kiedy ‘bąbelkowanie’ ustanie delikatnie wyciągnij jajko (najlepiej jest przecedzić, bardzo delikatnie całą zawartość przez sitko do herbaty) pamiętając, aby nie uszkodzić białej membrany jajka. Zakręć dobrze słoik i włóż go z powrotem do lodówki. Połowa łyżeczki każdego dnia dostarczy Twojemu organizmowi niezbędną ilość wapnia. Sok cytrynowy możemy zastąpić domowej roboty octem jabłkowym, który również dostarczy nam sporo różnych minerałów.   Co z dziećmi? Nie oszukujmy się, dziecko nie wiem jak zaprawione w bojach z ‘mamusinymi’ pomysłami zdrowotnymi raczej nie wypije łyżeczki z sokiem lub octem, można rozrzedzić i czasem może się uda. Jednak i tutaj jest jeszcze druga opcja.   Proszek z jajek        1 łyżeczka sproszkowanych skorupek jajek dostarcza od 750 do 800 mg przyswajalnego wapnia wraz z innymi minerałami takimi jak żelazo, magnez czy cynk w sumie 27 dodatkowych minerałów, łatwo przyswajalnych przez organizm brzmi zachęcająco. Zwłaszcza, że skorupka jajka jest bardzo podobna w budowie do naszych kości czy zębów. Dorosły powinien dwa razy dziennie konsumować 1/2 łyżeczki sproszkowanych jajek zaś dziecko 1/2 łyżeczki raz dziennie. Dziecku proszek można przemycić w jajecznicy czy innym daniu. Aby przyrządzić proszek: Wymyj dobrze puste skorupki jajek, aby usunąć resztki białka. Następnie przepłucz je wrzątkiem. Rozłóż skorupki na ręczniku i pozostaw do całkowitego wyschnięcia. Zmiel je w młynku do kawy i przechowuj w szczelnie zamkniętym słoiku.   Pamiętaj jednak, że konsumpcja samego wapnia musi być uzupełniona o magnez, witaminę D oraz kwasy tłuszczowe. Z magnezem pójdzie najłatwiej wystarczy codziennie zjeść trochę pestek lub orzechów, można dodać je zmielone do proszku z jajek w proporcji 1 do 1. Witamina D natomiast jest produkowana w procesie fotosyntezy zachodzącej w naszych komórkach podczas ekspozycji na słońce, latem jest to osiągalne, ale zimą może być z tym gorzej, jednak też tutaj bym strasznie nie panikowała.   Kwasy tłuszczowe Skąd wziąć kwasy tłuszczowe, kiedyś morza i oceany były czyste, Fukoshima była zmorą z przyszłości zaś wielkie farmy rybne nie istniały, można było kupić prawdziwy tran. Obecnie tran w aptekach to coś jak kurczak z fermy drobiu, którego sama unikam wielkim łukiem. Kolejną kwestią, która nie dawała mi spokoju jest Afryka, stąd pochodzi człowiek, jakim cudem przetrwał on bez oleju rybnego? Popatrzcie na archiwalne zdjęcia Afrykańczyków, mieszkają w dużej części w miejscach gdzie nie ma wody, a tym bardziej ryb, niemniej jednak ich uśmiech nadal jest śnieżnobiały i bez ubytków. Jakim cudem są oni w stanie żyć bez wspaniałego oleju rybnego? Dodatkowo w książce „How to cure tooth decay” Nagel wspiera się badaniami Westona Price i podobnie jak jego mentor pisze, że olej rybny jest niezastąpiony, ale czy w badanych przez Westona Price wysokich Alpach ludzie mieli dostęp do tej formy kwasów tłuszczowych? Wątpię. Szperając w Internecie natknęłam się na ten artykuł http://www.naturallyintense.net/blog/diet/nutrition/fish-is-not-necessarily-the-best-source-of-long-chain-omega-3-fatty-acids/ Autor kwestionuje wyższość oleju rybnego, jako wypromowanego przez branżę rybną, a podaje się inne źródła jak narządy wewnętrzne zwierząt czy też wywary z kości, brzmi bardziej znajomo. Co zatem zrobić z tymi wszystkimi zaleceniami? Po prostu nie dać się zmanipulować, w Polsce nie mamy dostępu do naturalnych skupisk łososia czy też ogromnych łowisk. Faktem jest, że jedliśmy więcej dziczyzny z racji, że lasów w Polsce był dostatek, może to jest klucz do zagadki, dlaczego przetrwaliśmy bez suplementacji olejem rybnym? Co powinniśmy zrobić w takim wypadku, jeść dziczyznę J i pić rosołek pochodzący od zwierząt nie karmionych zbożem, osiągalne na pewno, ale nie tak łatwo. Mogą pojawić się głosy, które mówią o oleju lnianym,.. ale to temat na inny wpis.

Czytaj dalej

Ponieważ nasze ciało to świetny magazyn, a raczej śmietnik

Ponieważ nasze ciało to świetny magazyn, a raczej śmietnik

Sporo obecnie mam do zrobienia, ale jeden projekt jest już na ukończeniu. Poniżej znajduje się fragment książki „Naturalnie czysty dom”, która pojawi się już niedługo. Jeśli chcecie wiedzieć o niej coś więcej zapiszcie się do Zagonkowego newslettera, aby otrzymać informacje o jej premierze czy promocji z okazji publikacji KLIK   Obecnie w naszym środowisku znajduje się ogromna ilość toksyn, tak duża, że nasz organizm nie jest w stanie jej „przetrawić”. W sytuacji, kiedy nasz układ wydalniczy nie jest w stanie nadążyć z usuwaniem toksyn z naszego organizmu, te gromadzą się i obciążają nasze ciało. Nie są to zwykłe wymysły, ale fakty. Naukowcy dowiedli, że obecnie każdy z nas jest skażony przez około 150 różnych substancji chemicznych. W naszych ciałach znajdziemy pestycydy, ołów czy rtęć i nie ma znaczenia to gdzie mieszkasz (Thorton i inni, 2002). Toksyny odkładają się w największych ilościach w tkance tłuszczowej, mięśniach, kościach, wątrobie, nasieniu, pokarmie matki. Nie oznacza to, że organizm w tej sytuacji zawodzi, wręcz przeciwnie, dla nas jest lepiej, kiedy te toksyny są gdzieś tam składowane, aniżeli miałyby krążyć w naszej krwi nieustannie narażając nasze zdrowie na ich szkodliwe działanie. Jednakże, co jest groźne to, iż nieznane jest długoterminowe działanie owych toksyn jak i to, że te znajdujące się w naszych ciałach mogą po prostu wchodzić w reakcje ze sobą. W okresie od Września 2010 do Listopada 2012 roku w Unii Europejskiej przeprowadzono biomonitoring w 17 krajach członkowskich. Badaniami objęte były dzieci w wieku od 6 do 11 roku życia oraz ich matki. W sumie zebrano 3688 próbek, których połowa pochodziła od osób mieszkających w miastach, zaś druga część od osób mieszkających na wsi. Badania te są niesłychanie istotne, ponieważ po raz pierwszy w historii na masową skalę przebadano obecność toksyn takich jak rtęć, kadm, kotynina czy ftalanów w ciałach Europejczyków, w tym również Polaków. Dla przykładu ilość kotyniny u dzieci w Polsce była czterokrotnie wyższa niż u dzieci żyjących w Szwecji, podobnie wygląda sytuacja z ilością kadmu w organizmach Polskich matek, która jest najwyższa w całej Europie (czterokrotnie wyższa niż w Danii). Ilość ftalanów obecnych we krwi dzieci żyjących w Polsce jest druga, trzykrotnie przekraczając ilość ftalanów znajdujących się we krwi dzieci żyjących choćby na Cyprze czy w Luksemburgu (Democophes, 2012). Ponadto według Bellanger i innych (2013) około 1,8 miliona dzieci urodzonych w Unii Europejskiej, przychodzi na świat z przekroczonym limitem zawartości rtęci we krwi.     Różne rodzaje toksyn pozostają w naszym ciele przez różny okres czasu. Dla przykładu, jeśli nasz organizm jest zdrowy i nie jest notorycznie obciążany chemią, to w tych normalnych warunkach arsen usuwany jest z naszego ciała w ciągu 72 godzin, jednak niektóre pestycydy zostają w nim składowane przez okres niejednokrotnie przekraczający 45 lat. Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza, że nikt świadomie nie konsumuje ftalanów, zaś chemia w głównej mierze pochodzi z naszego otoczenia, z naszych domów.   Źródła: Bellanger, M. i inni (2013) Economic benefits of ethylmercury exposure control in Europe: Monetary value of neurotoxicity prevention. Journal of Environmental Health. Dostępny online: http://www.ehjournal.net/content/12/1/3 Democophes (2012) Human biomonitoring on a European scale. Dostępny online: http://www.eu-hbm.info/euresult/media-corner/press-kit Thorton, J. W., McCally, M. i Houlhan, J. (2002) Biomonitoring of Industrial Pollutants: Health and Policy Implications of the Chemical Body Burden.. Dostępny online: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1497458/pdf/12477912.pdf    

Czytaj dalej

Co zrobić z tym ziołem? Tym razem coś o melisie.

Co zrobić z tym ziołem? Tym razem coś o melisie.

Już czas na melisę. Lada chwila zakwitnie, dlatego zanim to uczyni warto oszczędzić jej choć odrobinę na zimę. Melisa jest jednym z ziół, które bardzo często pojawiają się w książkach kulinarnych, ale i również w zielarstwie. Jednak mało kto z nas wie o tym, że poza uspokajającą herbatką można zrobić z niej wiele więcej rzeczy.  Najpierw wykorzystamy melisę i jej właściwości relaksacyjne oraz przeciwutleniające w maceracie z melisy. 1.Macerat z melisy Aby przygotować macerat potrzebujesz: Liście melisy Olej słonecznikowy tłoczony na zimno Składniki w proporcji 1:1 umieść w słoiku i szczelnie zamknij. Następnie pozostaw słoik na 3 tygodnie w papierowej torbie na słonecznym parapecie, wstrząsając zawartość od czasu do czasu. Aby otrzymać silniejszy macerat warto aby ten proces powtórzyć dodatkowo przynajmniej jeden raz używając oleju z poprzedniego razu. Takiego maceratu możemy użyć bezpośrednio np. do masażu lub po kąpieli.   Melisa jest bardzo silnym przeciwutleniaczem dlatego warto jej używać zwłaszcza jeśli mamy dojrzałą skórę. Dlatego taki olej to wspaniałe serum dla skóry dojrzałej.  2. Melisowa maść na opryszczkę Dodatkowo melisę możemy użyć do walki z opryszczką, ponieważ zawiera polifenole, które pomagają kiedy atakują bakterie, dodatkowo w jej składzie jest eugenol, który delikatnie złagodzi ból podrażnionego miejsca.  W tym celu zrobimy maść z melisy. Potrzebujesz: 100 ml maceratu z melisy (sposób przygotowania opisany powyżej) 2 łyżeczki startego wosku pszczelego Wszystkie składniki umieść w kąpieli wodnej i podgrzewaj na małym ogniu w celu całkowitego rozpuszczenia się. Przelej wszystko do sterylnie czystego pojemniczka i używaj kiedy poczujesz pierwsze oznaki pojawiającej się opryszczki. Stosuj maść co najmniej trzy razy dziennie lub częściej, aby całkowicie usunąć opryszczkę, smarując zainfekowane miejsce dość szczodrze. Taka maść jest na tyle skuteczna, że zapobiega przerzutom opryszczki w inne rejony ust.   3. Melisowo-owsiany orzeźwiający peeling do ciała   Potrzebujesz: Olej słonecznikowy 1 szklankę liści melisy 3 łyżeczki otartej skórki cytrynowej 1 szklankę płatków owsianych Ostrym nożem potnij liście melisy na drobne kawałeczki (lecz nie szatkuj) i umieść je w słoiku. Dodaj otartą skórkę z cytryny, wszystko zalej olejem i pozostaw na 1 godzinę, następnie dodaj płatki owsiane i wymieszaj. Pozostaw na 1 tydzień w szczelnym pojemniku, aby płatki przeszły zapachem melisy. 4. Melisowe odstraszanie   Melisa to zioło które jest bardzo skuteczne w odstraszaniu komarów, do tego celu zerwij gałązkę melisy i natrzyj się nią, aby je przepędzić.   5. Melisowo-różana sól do kąpieli   W słoiku na przemian układaj liście melisy, sól, różę, sól i ponownie liście melisy pamiętając aby wierzchnią warstwą była zawsze sól. Alternatywnie możesz po prostu wymieszać ze sobą wszystkie składniki i pozostawić na co najmniej tydzień w szczelnie zamkniętym pojemniku.   6. Melisowe kostki do gotowania Melisę potnij na kawałeczki, następnie dodaj masło lub smalec (przetrzymane na blacie aby były miękkie) i wszystko wymieszaj. Następnie melisowe masełko włóż do zamrażarki (warto owinąć je w papier do pieczenia, aby nadać okrągły kształt) aby łatwo było je wyporcjować. Melisa jest świetnym dodatkiem do drobiu, wieprzowiny i jagnięciny. Takie kostki są świetnym substytutem cytryny i można je dodawać do sosów czy też zup przechowując nawet do kilku miesięcy w zamrażarce lub dwóch tygodni w lodówce.     7. Melisowy spray do mebli Do octu spirytusowego dodaj liści melisy i pozostaw na około 2 tygodnie w chłodnym i ciemnym miejscu. Następnie przecedź i wymieszaj ze sobą 1/2 szklanki octu z 1/2 szklanki wody. Dobrze wstrząśnij i przelej do butelki z atomizerem. Jeśli chcesz taką mieszkanką myć drewniane meble warto było by dodać do niej 1/2 szklanki octu lnianego który odżywi meble.   8. Melisowa lemoniada   Do przegotowanej wody lub wody mineralnej dodaj liści melisy, sok z jednej cytryny oraz 1 łyżkę lokalnego miodu. Pozostaw na noc w lodówce, aby woda przepełniła się aromatem melisy. Jest to bardzo orzeźwiający napój w letnie dni.  9. Suszymy melisę Aby wysuszyć ziele, ścinamy gałązki zaraz nad powierzchnią ziemi i przenosimy w suche i przewiewne miejsce. Melisa podczas suszenia nie powinna czernieć

Czytaj dalej

Trujące mleko,… ?

Trujące mleko,… ?

Aby rozpocząć walkę z próchnicą musisz poczytać troszkę o mleku, gdyż dzięki temu poznasz różnice pomiędzy tym prawdziwym, a toksycznym śmieciem z mleczarni. W swojej książce Gabrielle Palmer “Complementar feeding: nutrition, culture and politics” pisze, że mleko zwierzęce jest znane ludzkiemu organizmowi od około 10 000 lat, jest więc proporcjonalnie nowinką kulinarną w naszym organizmie. Jednakże Europejczycy w związku z dużą konsumpcją mleka zmutowali się, przez co większość z nas jest w stanie je przetrawić, dlatego też możemy korzystać z jego dobrodziejstw w pełni w przeciwieństwie do chociażby Azjatów. Ponadto w krajach gdzie „kultura” picia prawdziwego mleka nie zanikła, jak chociażby w Indiach, mleko traktuje się, jako posiłek sam w sobie, gdyż jest na tyle wartościowy dla naszego organizmu, że nie należy go mieszać z niczym innym, chyba, że w grę wchodzą pełne ziarna, jak kasze, które można gotować w mleku. Czym jest prawdziwe mleko? Pasteryzacja to proces, w którym podgrzewa się mleko do temperatury powyżej 71 °C przez 15 sekund, obecnie nowoczesne mleczarnie używają również innej technologii, w której mleko poddawane jest pasteryzacji ultradźwiękami, które podgrzewają je do 137 °C przez 2 sekundy. Oba rodzaje pasteryzacji sprawiają, że mleko staje się oczyszczone zarówno ze złych jak i dobrych bakterii. Ponadto proces ten wpływa na zmianę jego aminokwasów takich jak lizyny i tyrozyny, wspomaga jełczenie nienasyconych kwasów tłuszczowych czy po prostu niszczy witaminy zawarte w mleku. Ponadto pasteryzacja zmienia proporcję wapnia, magnezu i fosforanu oraz niszczy enzymy, które sprawiają, że nasz organizm jest w stanie przyswoić minerały, witaminy oraz po prostu przetrawić mleko. Takie nieprzetrawione proteiny pochodzące z mleka po prostu gniją w naszych ciałach, emitując toksyny, które są przez nas wchłaniane. Upośledzają one naszą wątrobę oraz nerki, gdyż te są zmuszone do nieustannej pracy. Innym powszechnie znanym procesem wykorzystywanym w przetwórstwie mlecznym jest homogenizacja, czyli emulsyfikacja tłuszczu w mleku, przez co śmietanka nie pojawia się na jego powierzchni. Jest to proces często wykorzystywany w produkcji mleka, jednakże podobnie jak pasteryzacja, zmienia ona strukturę oraz właściwości mleka sprawiając, że jest ono niezdatne do użytku (Ramiel, 2009). Podobnie dzieje się z innymi produktami mleczarskimi jak choćby mleko w proszku. Mleko i propaganda W telewizji wciąż pojawiają się reklamy mówiące, że konsumpcja mleka czy sera poddana takiemu procesowi jest dla nas dobra. Zapominając o jednym bardzo podstawowym fakcie, że nikt na świecie nie jest w stanie przetrawić pasteryzowanego mleka (Gisel, 2009). Dlatego też w mediach zaczęły pojawiać się slogany typu „mleko to biała trucizna”. Przeciwnicy mleka mają rację, pasteryzowane mleko to trucizna wywołująca wiele chorób rozpoczynając od alergii, przez choroby serca do raka. Jeśli cielę będzie karmione pasteryzowanym mlekiem to umrze w ciągu 60 dni (Bieler, 1969), zaś człowiek może podawać takie mleko niemowlętom? Ponadto eksperyment przeprowadzony przez dr Francis M. Pottenger pokazał, że koty karmione gotowanym mięsem i pasteryzowanym mlekiem, miały problemy z ciążą oraz nie były w stanie przetrwać do trzeciego pokolenia (Gisel, 2009). Pasteryzacja mleka rozpoczęła się przypadkiem, ponieważ oryginalnie ta metoda miała być użyta w produkcji wina, jednakże i tutaj Francuscy winiarze po prostu odstąpili od tej metody, gdyż, jakość wina była po prostu gorsza. Jednak mleczarnie odkryły, że pasteryzacja sprawia, iż „brudne” mleko pochodzące od chorych krów (niekoniecznie posiadających symptomy chorobowe) lub zanieczyszczone chociażby fekaliami czy też krwią traciło swój nieprzyjemny posmak. Na początku, mało który producent mleka był przekonany do tej metody, jednak wraz ze wzrostem wpływów lobby mleczarskiego, pasteryzacja okazała się niezbędna. Prawdziwe mleko zostało oskarżone o wiele chorób i zepchnięte na margines. Pasteryzacja stała się tak niezbędna, że obecnie nie jesteśmy w stanie kupić w sklepie mleka niepoddanego temu procesowi. Krowa to nie mleczarnia Nowoczesne krowy produkują trzy razy więcej mleka niż krowy znane starszym pokoleniom. Są one żywione paszą często GMO, hormonami oraz antybiotykami, a rzadko kiedy, lub nigdy, nie widziały trawy. Nowoczesne krowy są eksploatowane do granic możliwości, chore i mizerne. Mleczarnie równie dobrze mogłyby pominąć proces dojenia i po prostu same produkować wodną mieszaninę różnych składników. Pojawia się pytanie czy mleko pochodzące od nowoczesnej krowy może być zdrowe? Nabiał a próchnica Weston Price dentysta, który około 60 lat temu postanowił zbadać problem próchnicy podróżował po różnych regionach odizolowanych od współczesnej kultury. W miejscach takich jak szwajcarska wioska ulokowana w dolinie Loetschental , odkrył, że jedynie 1% populacji tam mieszkającej cierpi z powodu próchnicy pomimo braku higieny jamy ustnej, konsumując wyłącznie produkty pochodzące z prawdziwego mleka, oraz niewielkie ilości mięsa spożywane raz w tygodniu lub warzywa jedzone tylko w sezonie letnim. Ponadto dieta tych ludzi uzupełniona była o pełno żytni chleb na zakwasie czy też ziemniaki. Czyli nic specjalnego. To, co różniło ich od pozostałych społeczności to, że nie miały one dostępu do współczesnego sposobu odżywiania się. Ponadto utylizowany nabiał pochodził od krów, które swobodnie pasły się na zielonych łąkach, pełnych ziół produkując prawdziwe mleko. Mleko od krów, które wiedzą, co to słońce, co to trawa, które nie są faszerowane chemicznymi substancjami. To właśnie ta różnica, poza pasteryzacją lub inną obróbka, sprawia, że mleko jest trucizną lub pełnowartościowym pokarmem. Nietolerancja mleka W każdej z przeczytanych książek, pojawia się problem braku tolerancji względem nabiału. Równie często autorzy sugerują, że problem ten całkowicie znika, kiedy osoba tak zdiagnozowana zacznie konsumować prawdziwe mleko, bądź też przyzwyczaja organizm powoli do nabiału za pomocą przefermentowanego mleka, jak maślanka czy kefir, przez kilka miesięcy. Równocześnie, jeśli po tym okresie nie jesteśmy w stanie przyswajać mleka, można użyć suplementacji wapnia w postaci chociażby zmielonych łupin jajka pochodzącego od „normalnej” kury (o tym w następnych wpisach). Mleko to jest trudnodostępne, zwłaszcza mieszkając w mieście, ciężko jest dostać takie z pewnego źródła. Jednak wydaje mi się, że wielu z nas idzie na łatwiznę, jeśli chodzi o szukanie pożywienia idąc po prostu do sklepu. Człowiek od zarania dziejów musiał szukać czy tez nieźle się namęczyć, aby wyprodukować pożywienie. Współcześnie mamy samochody, Internet czy też nawet sieci społecznościowe, więc poszukiwanie może być łatwiejsze. Troska o to, co jemy powinna być naszym priorytetem. Musiałam opisać temat nabiału gdyż ten jest bardzo istotny w prewencji jak i podczas leczenia próchnicy wg książki Ramiel Nagel.   Bibliografia: Gisel, H. R. (2009) In Foodture We Trust McAfee, M. (2010) The…

Czytaj dalej

Nalewka z orzecha włoskiego

Nalewka z orzecha włoskiego

Orzech włoski już od  starożytności cieszył się powodzeniem zarówno jako roślina kulinarna oraz medyczna. Ma szerokie zastosowanie w medycynie naturalnej, jest to spowodowane tym iż orzech produkuje naturalne herbicydy, które nie pozwalają na wzrost żadnych roślin (nawet własnych siewek) u swojego podnóża. To dzięki nim skutecznie walczy z grzybami, bakteriami, pasożytami i drożdżami w układzie pokarmowym.   Odtruwający orzech Jego właściwości odtruwające i oczyszczające świetnie sprawdzają się w problemach z układem pokarmowym, niestrawności, owrzodzeniu, cukrzycy czy w bolesnych wzdęciach brzucha. Orzech włoski nie dość, że walczy z problemami układu trawiennego to równocześnie wspiera go poprzez poprawianie możliwości przyswajania składników odżywczych, takich jak proteiny i kwasy tłuszczowe oraz uniemożliwia wchłanianie toksyn, co może mieć miejsce podczas zaparć.   Orzech i tarczyca  Ponadto ze względu na dużą ilość jodu w orzechu stwierdza się jego regulujące działanie na tarczycę. Co więcej ten sam jód zawarty w orzechu włoskim jest o wiele skuteczniejszy niż jego sztuczny i trujący substytut. Dlatego jego działanie odkażające jest dobrze znane i stosowane w pielęgnacji zewnętrznych infekcji w ranach. Skuteczna broń w zapaleniu zatok Dodatkowo łuski orzecha włoskiego są pomocne w walce z zapaleniem zatok oraz górnych drók oddechowych. Aby zastosować w ten sposób nasza nalewkę należy użyć do płukania nosa. Przepis pochodzi od zielarza Daniela Gagon: Potrzebujesz: 30 kropli nalewki (sam proporcja 1 część łusek do 5 części wódki, bez dodatków) ¼ łyżki soli 1 szklanka wody Aby przyrządzić płukankę, należy zagotować wodę i dodać sól oraz 30 kropli nalewki. Pozostawić na 25 minut, a następnie letnim naparem przepłukać komory nosa za pomocą neti pot lub jeśli nie posiadasz takiego, nad umywalką za pomocą kubka. Nosem wciągnij jego zawartość (najpierw jednej komory potem drugiej, aby płyn dostał się do gardła).   Orzech i skóra To nie wszystko orzech przenika głębiej do naszego organizmu penetrując gospodarkę lipidową naszego ciała poprawiając, jakość naszej skóry i usuwając choroby skórne takie jak egzema, trądzik, liszaju czy żylakach.  Dlatego poza nalewką warto po prostu pozbierać liście orzecha i je ususzyć w ciemnym i przewiewnym miejscu. Następnie użyć ich do przemywania skóry lub wewnętrznie w czasie biegunki, kiedy to należy wypić napar z 1-2 łyżki rozdrobnionych liści i 1 l wrzątku. Ponadto orzech świetnie zabarwia włosy na brązowo oraz może zapewnić nam piękną opaleniznę w zimowe dni Przepis na smaczną nalewkę z orzecha włoskiego 25 zielonych orzechów włoskich przeciętych na pół (uwaga na żółty barwnik). ORZECHY ZBIERA SIĘ DO 20 CZERWCA!! 1 l spirytusu 1 l przegotowanej wody 1 pomarańczę i cytrynę (obie wymyte w sodzie, a następie wyparzone i pocięte w ćwiartki) W oryginale przepisu jest 1 kg cukru, ale cukier to trucizna i ja na tą ilość użyłam 2 szklanki lokalnego miodu (nalewkę zawsze można dosłodzić J ) 1 laskę wanilii lub cynamonu Kilka goździków do smaku   Jeśli używasz cukru musisz go rozpuścić w ciepłej wodzie, kiedy ta ostygnie wymieszaj wszystkie składniki ze sobą, przykryj gaza i pozostaw w ciepłym i słonecznym miejscu na co najmniej 30 dni, od czasu do czasu mieszając drewnianą łyżką. Następnie rozlej nalewkę do butelek i przechowuj w ciemnym pomieszczeniu. Taka nalewkę (1 kieliszek) warto profilaktycznie pić raz dziennie po posiłku. Zielińska, E (1997) Xięga ziół Wood, M. (2009)  The Eearthwise Herbal: A complete Guide to New World Medical Plants

Czytaj dalej

Multiwitaminowe pesto zamiast pigułki – przepis

Multiwitaminowe pesto zamiast pigułki – przepis

Witaminy i minerały są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu, lecz nasze ciało nie jest w stanie wyprodukować większości z nich. Kiedyś ziemia, na której uprawialiśmy nasze plony była bogata w składniki odżywcze pochodzące z prawie 20% warstwy organicznej, dziś ta gleba jest po prostu jałowa, więc jak ma wydać ona pełnowartościowy plon. Nie jest nowością, że ziemia jest „bezpłodna”, już w 1936 roku w Stanach Zjednoczonych pojawił się dokument 264, w którym pisze się, że: „większość z nas cierpi na braki, które są wywołane zniszczoną ziemię, ponieważ plony nie posiadają odpowiedniej ilości minerałów, bez względu na to jak dużo ich zjemy”. W 1992 roku na posiedzeniu Narodów Zjednoczonych dotyczących środowiska i rozwoju, aż 72% składników odżywczych znikła z naszych produktów spożywczych (jedynie w Europie, Ameryka Północna odnotowała aż 80% spadek). Jest to efektem użycia pestycydów, herbicydów, nawozów sztucznych czy monokultury rolnicze (źródło). Dlatego powstał rynek sztucznych jak i „naturalnych” suplementów, za którymi murem stoi cała farmacja, wraz z lekarzami, dietetykami a nawet osobami zajmującymi się naturalną medycyną. Wszystkie te grupy mówią jednym głosem, że każdy dorosły powinien codziennie przyjmować multiwitaminy, aby uzupełnić ich braki w organizmie. . Rynek suplementów to ogromny interes, który zatrudnia miliony ludzi na całym świecie, generuje biliony dolarów zysku i „wspomaga” wiele rządów, uniwersytetów oraz lekarzy. Może i suplementy były dobrym rozwiązaniem na problemy wyjałowienia ziemi, jednak jest jedno ‘ale’ związane z tymi wszystkim suplementami. Mianowicie we wszystkich wielkich laboratoriach naukowcy uważają, że pojedyncze witaminy są równie skuteczne i zdrowe jak te występujące w stanie naturalnym. Zapominając, że skuteczność witamin jest uzależniona od innych elementów, które występują w połączeniu z witaminą w jej naturalnym stanie.   Ponadto sztuczne witaminy mają jedną dość dużą wadę, mogą być toksyczne dla naszego organizmu. Dzieje się tak, ponieważ człowiek w swojej zabawie w Boga (lub jak kto woli siłę twórczą), przyjął próżną pozycję gdzie uważa, że jest w stanie przeskoczyć miliony lat ewolucji tworząc syntetyczny super produkt. Niewielu ‘geniuszy’ w kiltach zastanawia się, że te syntetyczne witaminy są nowością dla naszego organizmu i są po prostu nierozpoznawalne przez nasze ciało.  Co więcej po zetknięciu się ze sztucznością syntetycznych witamin ciało po prostu broni się przed nimi rozpoczynając łańcuch reakcji autoimmunologicznych. To one paradoksalnie sprawiają, że sztuczne witaminy w ilości śladowej działają na nasz organizm, gdyż osłabiony i zajęty ciągłą obroną system odpornościowy po prostu się poddaje. Naturalne czy syntetyczne suplementy? Na rynku istnieje wiele tzw. naturalnych produktów reklamowanych w przeróżny sposób, są one jak zwykle wszędzie w aptekach czy sklepach zielarskich. Jednakże o tym, że zdjęcie żywej rośliny np. brokułu nie jest tym samym, co prawdziwy, nie trzeba nikogo przekonywać. Podobnie jest z witaminami, nie można oczekiwać, że sztuczny i martwy produkt chemicznych pomijający wszystkie enzymy, hormony czy też przeciwutleniacze, które obecne są w jego „żywym” pierwowzorze są w jakikolwiek sposób identyczne. Dla przykładu, poniżej jest witamina C, albo prędzej sztuczny kwas askorbinowy oraz po prawej prawdziwa witamina C. Widzisz różnicę wywołaną przez różne inne substancje zawarte w naturalnej witaminie C?                     Czym są naturalne suplementy diety? Naturalne suplementy pochodzą z ekstrakcji danej substancji spożywczej jak np. owoce róży. W procesie uzyskiwania usuwa się błonnik i celulozę. Następnie filtruje się owoce w wodzie, osusza w niskich temperaturach i pakuje przeważnie w ampułki roślinnego pochodzenia. Tak powinno być, a jak jest? Naturalne nie znaczy lepsze Nawet, jeśli na opakowaniu Twoich witamin pisze „pochodzenia naturalnego” nie oznacza to że są naturalne. Równocześnie owe „naturalne” suplementy mogą być nieefektywne, gdyż zostały odizolowane od pozostałych elementów, z którymi dana witamina występowała. Np: kiedy naukowcy wyizolują witaminę C z pomarańczy, oznacza to że jest ona naturalna ale pozbawiona prawie całkowicie np. bioflawonoidów niezbędnych do prawidłowego oddziaływania witaminy C na nasz organizm. Sprawiając, że jedynie mała część witaminy C tak naprawdę wpływa na nasz organizm. Jednakże wiele pseudo naturalnych witamin wciąż jest uzupełnianych o syntetyczne witaminy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo często producent nie informuje konsumenta o dodatku sztucznego substytutu. Bardzo często praktykowane jest wytwarzanie podstawy witamin z drożdży lub alg, a następnie do tej bazy dodawane są sztuczne witaminy, które zyskują miano „pochodzących z natury”. Jednakże bardzo często ‘naturalne’ nie oznacza, że w produkcie występują wyłącznie naturalne substancje. Co więcej prawo Unii Europejskiej precyzuje jedynie użycie terminu „naturalny” w pojęciu do dodatków smakowych. Owszem, są kraje, które starają się na własną rękę uściślić użycie słowa ‘naturalny’ jak Wielka Brytania czy Francja, ale nie Polska. Co więcej naturalne nie oznacza pełnowartościowe, bardzo często wydaje się nam, że naturalny produkt jest ekologiczny, czyli pełnowartościowy. Nic bardziej mylnego, witamina z etykietą naturalna może pochodzić z plantacji, która traktowała roślinę całą serią różnorakich chemikaliów, które mają na celu podnieść opłacalność produkcji. Dlatego też tak ciężko jest znaleźć rzetelnych producentów, którzy faktycznie sprzedają naturalne suplementy diety. Jak ich znaleźć? Nie mam zielonego pojęcia, bo zawiłości ochrony patentowej itp. sprawiają, że musimy producentom ufać ‘na słowo’. Czy ja im ufam? O nie, dlatego, że jak świat stary to pieniądz rządzi etyką i ludzką moralnością. Czy ty ufasz, że komukolwiek zależy na tobie i twoich najbliższych?  Owszem można spróbować prosić ich, aby ujawnili całkowity skład wspomnianej witaminy lub zanieść ją samemu do laboratorium. Jednak czy to coś da? Dlatego jak sugeruje autor Vic Shayne w książce Whole Food Nutrition: The Missing Link in Vitamin Therapy, bardzo ważne jest w przyjmowaniu jakichkolwiek witamin, co im towarzyszy i jakie inne składniki są konsumowane na wespół z daną witaminą. Sama witamina nie jest w stanie ochronić nas przed różnymi schorzeniami jak rak czy problemy z sercem. Dlatego też, trzeba sobie radzić alternatywnie. Ponieważ ziemia jest jałowa warto samemu nawet w doniczce na parapecie zacząć uprawiać warzywa i zioła, które posłużą, jako suplement diety.  Naturalne witaminy w multiwitaminowym pesto Aby wykonać pesto potrzebujesz: 1 szklanka młodych liści pokrzywy 1 szklanka natki pietruszki 1 szklanka szpinaku lub rukoli 2 do 3 ząbków czosnku Pół szklanki oleju słonecznikowego tłoczonego na zimno ¼ łyżeczki soli kamiennej (absolutnie nie bielonej i nie jodowanej, wato już kupić nawet sól do przetworów nieoczyszczoną niż tą białą substancję ze sklepu) ¼…

Czytaj dalej

Wolne od BPA, czyli kłamstwo, o którym warto mówić

Wolne od BPA, czyli kłamstwo, o którym warto mówić

                Rozglądnij się po swoim otoczeniu, przyjrzyj się temu, w czym przechowujesz żywność, kosmetyki, z czego zrobione są ubrania, pojemniki na lekarstwa czy zabawki twoich dzieci. Wszędzie jest plastik, jednak mało, kto zdaje sobie sprawę, z czym tak naprawdę ma do czynienia, każdemu z nas wydaje się, że jest to całkowicie bezpieczny produkt, owoc postępu cywilizacji i techniki. Jest to trujący owoc, który zagraża naszemu zdrowiu, płodności, inteligencji i przetrwaniu. To nie jest demonizowanie, a fakty, które nie docierają do społeczeństwa, fakty, które gdyby zostały ujawnione wstrząsnęłyby opinią publiczną. Dzieci, które przychodzą obecnie na świat są wręcz skazane na problemy z przynajmniej jednym z wymienionych poniżej schorzeń takich jak ADHD, bezpłodnością, cukrzycą, nadwagą, problemami z koncentracją, autyzmem czy rakiem. W dorosłości będą się zmagać z chorobą Parkinsona lub Alzheimera, czy też rakiem piersi lub prostaty. Te wszystkie choroby zostały już dawno powiązane przez naukowców z toksynami, z którymi mamy kontakt, na co dzień w powietrzu, wodzie i pożywieniu.  Wiedziałeś/aś o tym? Obecnie dorośli już ludzie są w stanie bardziej efektywnie usuwać toksyny z organizmu, lecz dziecko nie jest aż tak rozwinięte, a jego mózg nie jest w stanie radzić sobie z chemikaliami tak jak robi to mózg dorosłej osoby. „Plastic is fantastic” Nie jest już kwestią do jakiejkolwiek dysputy czy toksyny są w nas, pytanie tylko jak dużo jest ich w naszych ciałach.  Czy zastanawia cię, czym wypchany jest twój materac, z czego zrobiona jest zabawka twojego dziecka lub butelka z napojem?  Czy wiesz, że według dyrektywy Unii Europejskiej w zabawkach twojego dziecka może znaleźć się aluminium, rtęć czy ołów? (http://www.intertek.com/toys/eu-toy-directive-toxic-elements-restrictions/). Ponadto Unia Europejska zabrania użycia jedynie trzech rodzajów ftalany, sugerując że pozostałe mogą być używane w produktach których dziecko nie może wkładać do buzi (źródło). Teraz pytanie do Ciebie rodzicu, prawie na każdej zabawce pisze, że dziecko nie może brać jej do buzi, czy faktycznie jesteś w stanie je upilnować? Winylowe gryzaki czy też książeczki do kąpieli, z których bez problemu mogą uwalniać się ftalany są na każdej półce sklepu z akcesoriami dla dzieci. Wszystkie te plastikowe produkty nawet te przeznaczone dla dzieci zawierają bardzo dużo chemikaliów w postaci wypełniaczy, nawilżaczy, środków antybakteryjnych, a także środków grzybobójczych i przeciwogniowych, pigmentów, stabilizatorów, perfum i wiele innych. Dodatki te uzdatniające sztuczne polimery mają na celu podniesienie ich wytrzymałości, giętkości, nadania odpowiedniej tekstury czy po prostu zmiany zapachu. Skutkiem ubocznym może być ich przenikanie do żywności, wody czy naszego organizmu. Bardzo często to te dodatki są o wiele groźniejsze od samych polimerów.   „Wolne od BPA” wielkie kłamstwo? Producenci nie są głupi, wiedzą, że rodzice obawiają się wpływu plastiku na ich dzieci, dlatego też sklepy z produktami dziecięcymi zaroiły się od produktów BPA FREE (Wolnych od BPA). Bisfenol A jest składnikiem poliwęglanu, który używany jest do produkcji chociażby butelek dla dzieci, jest również jednym z najbardziej znanych substancji chemicznych zaburzających gospodarkę hormonalną człowieka.   Wszędzie pisze się o BPA, jednak mało kto wie, że prawie każdy plastik nawet wolny od BPA ma właściwości zaburzające gospodarkę hormonalną naszych dzieci (więcej tutaj ) . Naukowcy z Uniwersytetu w Teksasie potwierdzają tą smutną prawdę, że nawet butelki wolne od BPA, a nawet tzw. BIO-plastikowe, zrobione ze skrobi kukurydzianej również uwalniają substancje wpływające na nasze dzieci. Substancje które wciąż niszczą ich zdrowie, ponadto ostatnie badania pokazują, że mają one również wpływ na to jak działa ich mózg. (źródło) Kolejna kwestią jest to, że często używanym zamiennikiem BPA jest polimer nazywany Tritan, którego składnikiem jest fosforan trifenylu, ten ma jeszcze gorszy wpływ na naszą gospodarkę hormonalną niż BPA. Dlatego też butelki wolne od BPA mogą być w sumie gorsze, niże te, które go zawierają. Według ostatnich doniesień 90% dorosłych i dzieci w Europie ma w swoim organizmie tą substancję (źródło) . Co również warto wiedzieć to, że istnieje cała litania różnych rodzajów Bisfenolów zaczynając od A, AB, AF, poprzez B, BP, C, E,F,G,M,S,P,PH,TMC i Z0. Kolejne badania naukowców (źródło ) potwierdziły, że producenci bardzo często zamieniają BPA na BPS.  Czy ten jest bardziej bezpieczny? Nie wiadomo. Jednakże badania, które zostały dotychczas przeprowadzone wskazują na to, że BPS jest gorsze od BPA (źródło Ai źródło B  .) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo często wszystkie chemikalia z założenia traktowane są za bezpieczne do czasu, gdy tą hipotezę zaczną podważać naukowcy oraz pozwy sądowe. Jestem mamą i osobiście jestem zbulwersowana zachowaniem producentów, którzy w ten sposób utajają prawdziwe informacje. Współcześnie nie jesteśmy w stanie zrezygnować całkowicie z plastiku, to chyba nie możliwe, jednak naprawdę, jeśli macie możliwość unikajcie go jak możecie, nie warto ryzykować.  Co więc robić mają mamy karmiące butelką? Dr. Sears mówi, że nawet niemowlęta potrafią pić z kubka czy łyżeczki. Jest to na pewno mniej wygodne, ale lepsze od butelki pełnej bisfenolów (więcej tutaj ) . Czy jesteś zaskoczona  informacją, że „wolne od BPA” produkty wciąż zawierają biosfenol? Czy uważasz, że taki marketingowy chwyt jest w porządku?

Czytaj dalej

© 2014 -Zielony Zagonek| Zdjęcia i teksty chronione są prawem autorskim, nie wyrażam zgody na ich publikację bez mojej wiedzy. Kampania społeczna ma charakter informacyjny. Informacje w nim zwarte nie służą do diagnostyki czy samoleczenia.