Podoba Ci się Zielony Zagonek, jeśli tak to dołącz do Zagonkowego biuletynu i otrzymuj za darmo powiadomienia o nowych wpisach czy też linki do darmowych ebooków.

… w harmonii

 

Na świecie jest wiele diet, setki, tysiące,  równie wiele jest przykazań co jest złe a co dobre. Człowiek głupieje, a jeszcze teraz mamy produkty GMO, wiem, niektórzy mówią, że proces zmiany organizmów to naturalny proces modyfikacji genetycznej, jednak która roślina miesza swoje DNA z rybą albo inną bakterią. W każdym razie, półki sklepowe uginają się pod towarem, nieoznaczonym zawierającym genetycznie modyfikowaną kukurydzę czy inne rośliny i zwierzęta. Człowiek stworzył hipermarkety, wielkie gospodarstwa, aby było łatwiej. Może i jest łatwiej, ale my i nasze dzieci, oraz zwierzęta tracimy przez to zdrowie. Afery antybiotykowe i inne, są teraz pożywką dla masowych mediów, pewnie znów jakaś ustawa przechodzi tyłami. Dlatego jeśli masz piękny zielony trawnik zniszcz go i posadź marchewkę czy buraki, a nawet taki ogrodnik byle jaki, któremu wszystko rośnie 4x wolniej niż innym jest w stanie to osiągnąć. Trzeba jedynie chcie, dlatego apeluję aby samemu produkować żywność,  mieszkasz w mieście,  można jakoś razem się zorganizować i kupować na wsi od znajomych, ewentualnie razem uprawiać jakąś ziemie, są również ogródki działkowe. Wiem, że brzmi to troszkę jak stara dobra komuna, ale straciliśmy gdzieś po drodze możliwość ludzką do współpracy. Jeśli człowiek chce to może przenieść góry, pamiętajmy. Znów mogą się odezwać głosy, że pracuję w sklepie i przez takie namowy pracę można stracić, ale czy zdrowie i szczęście ludzkie nie jest ważniejsze.  Zamykamy się w tych mieszkaniach z naszymi gadżetami i podejrzewamy każdego o niecne zamiary. Co wieczór zastanawiamy się jak uchronić naszą rodzinę przed pedofilami, złodziejami i patologią, a zamiast powiedzieć sąsiadowi dzień dobry unikamy jego wzroku. Ba sama mam sąsiadów, którzy na moje dzień dobry odwracają się na pięcie, a ja jak grochem w ścianę dalej ich witam,.. Naiwna jestem? Może, ale trzeba w końcu odzyskać tą ufność w ludzi. Bo świat idzie w złym kierunku, chyba to widzicie?

 

P.S.  Znów powstał wpis egzystencjonalny, trochę bez ładu i składu, ale polonistyki nie kończyłam, staram się jak mogę, więc proszę o wyrozumiałość. A o to chyba chodzi, aby się starać ludziom dać coś od siebie.

  

Zapisz się do biuletynu

Podziel się treścią z innymiShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on FacebookEmail this to someone

17 thoughts on “… w harmonii

  1. Patrycja

    podpisuję się wszystkimi 4 członkami pod tym, co napisała Teresa, poza częścią o Bogu, bom niewierząca, jednak mam swoje wartości i wierzę, że dobro zawsze zwycięża. to zagonienie też wydaje mi się tak dziwnie rozdmuchane. wmawia się nam, że szczytem spełnienia jest poświęcanie 12h dziennie na pracę, a osoba, która ceni rodzinę jest zatwardziałym śmierdzielem, który nie wie czym stoi świat i czym są współczesne priorytety. niestety żyjemy w czasach, gdzie potrzebne są pieniądze i musimy wyszarpywać tę połowę doby, by dojechać, zarobić na rachunki, raty kredytu, lekarzy (którzy, o zgrozo, wpędzają nas w nowe choroby) i zbytki dyktowane dzisiejszą kulturą (tą niższych lotów przede wszystkim). a wystarczy spojrzeć wstecz… posłuchać ludzi, którzy żyli wcześniej (niezależnie czy w komunie, czy za sanacji), którzy mieli pięcioro, sześcioro dzieci, ogródek, świnki czy kury, sad i pracę na etacie. dało się? dało. i nie chodzi o podciąganie szczawiu i mirabelek, ale o samo pogodzenie domu z pracą. powiem szczerze, że mimo iż jesteśmy we dwoje (z mężem), oboje pracujemy w miarę nieregularnie (wolne zawody), mamy świadomość, że ta cała konsumpcja prowadzi do zniszczenia – wybaczcie ten patos – to i tak czasami brakuje nam chwili. odpuściłam w tym roku ogródek warzywny, bo tak akurat ułożyły mi się zlecenia, że minął czas na wszelkie wysiewy i przesady. trawa w rabatkach kwiatowych rośnie bujniej niż na trawniku, ale póki nie promieniuje czymś świecącym i od czego wypadają włosy, niech sobie rośnie. koty – dokarmiane przybłędy – zadbały o to, by nie ostał się żaden z krzaków lawendy, ale trudno, za rok odrośnie ;) osiągnęłam zen. mimo iż brak mi niekiedy czasu by wymieszać ciasto na chleb na naturalnym zakwasie i mówię „misiek, wsiadaj na rower i leć po bochenek względnie żytniego”, to i tak czuję że zwalniam. spowalnia mnie to, że dzięki takim blogom, w których pojawiają się wpisy innych też szukających tej naturalnej ścieżki osób czuję, że jeszcze tak do końca nie przepadliśmy, jest nadzieja :) także Ewo droga, pisz, podpowiadaj, prowokuj do komentowania! jednoczysz i może w niezamierzony sposób sprawiasz, że stajemy się silniejsi ;) w końcu w kupie siła!

  2. ada

    tak czytam ten wpis i az sie wzruszylam :) jakbym siebie slyszala w pracy i wsrod znajomych.
    Dziwia sie, ze nie szczepie, dziwia sie ze moje dzieci jeszcze antybiotyku na oczy nie widzialy, dziwia sie ze do pediatry nie chodze, witamin nie daje z apteki…ze moje dzieci mijaja pulki ze slodyczami w ogole nie reagujac za to przy polkach z owocami i wazywami slysze zawsze skamlenie „mama kup melona, mama kup pomarancze…”
    z moimi rodzicami w centrum miasta mamy ogrodek (nazywamy go salonowym ogrodkiem bo ma jakies 20 metrow kw.) mamy maliny, truskawki, pietruszke, koperek, szczypiorek, kocimietke, miete, pokrzywe (dwa krzaki) i inne ziola do potraw, pomidory, ogorki, salaty, buraki, rukole, a na dachu w 4 donicach kabaczki…da sie to pomiescic w salonowym ogrodku :))) polecam
    pozdrawiam serdecznie
    p.s. bardzo ladne zdjecie :))

  3. teresa

    A mnie coraz gorzej żyję się w Polsce, bo ludzię ciągle narzekają i są tacy dołujący. W mojej ocenie totalna bzdura z brakiem czasu na ogródek, czas z rodziną… bo to bo tamto… Nie gniewajcie się na mnie ale uważam, że to kwestia życiowych priorytetów i tego jak sobie je poukładamy. CZAS jest jeden i to nasza organizacja i nasze podejście do CZASU sprawia czy nam się śpieszy, czy mam CZAS… Wiem to z autopsji, mam dwójkę dzieci 4 latka i 4 miesiące, dom pod lasem z działką i warzywnym ogródkiem, pracuję na cały etat w kulturze i to nie w sprecyzowanych godzinach od do. Wiadomo kultura to czasem weekendy zajęte, czasem wieczory i wiecie co nie narzekam… bo zawsze mam czas dla dzieci, na niedzielę pieczemy z synkiem rogaliki a to ciasto tak jak było u mnie w domu. W niedzielę razem do Kościółka, wspólny obiad i spacer tak jest od lat. Kwestia priorytetów i minimalistycznego podejścia do życia… TY DECYDUJESZ O TYM CZY CI SIĘ SPIESZY… Po prostu czasem mam gdzieś, że gary nie pozmywane, że pranie nie poprasowane… codzienność sprawia mi radość… Owszem są też dni kiedy i moje samopoczucie jest kiepskie bo czuję, że nie ogarniam, ale wtedy zapala mi się czerwona lampka ,,helo, po co to wszystko” i znów jest ok. Trzeba dać sobie prawo do bycia mamą i żoną szczęśliwą a nie idealną…bo dzieci chcą mieć mamę autentyczną z wadami też… Jak czytam artykuły nie mów do dziecka ,, jestem z Ciebie dumny” czy inne takie tam i nagle widzę mamy, które chcą być eko mamy w myśl zaczytanych różnych teorii i katują swoje dzieci monologami zgodnymi z przepisami ,, jak się zachować i co powiedzieć gdy dziecko robi czy mówi tak czy siak” to jako mamie i pedagogowi otwiera się przysłowiowy scyzoryk w kieszeni… Wyreżyserowane wychowanie, a dzieci chcą szczerości… jak powiem swojemu synkowi coś czego nie chciałam mu powiedzieć to siadam z nim i go przepraszam, mówiąc jednocześnie jak bardzo go kocham i że mam dziś kiepski dzień…dzieci uczą się przez naśladowanie…jak on coś powie czy zrobi nie tak wie, że tak czasem po prostu się dzieje, też ma gorszy dzień i wie, że on też może doświadczać jak mama i tata złości, smutku irytacji ale wie też co z tym trzeba zrobić i umie przepraszać, przytulać…po prostu kochamy się i szanujemy. Już to pisałam w jakimś tam poście, że obecny przemysł ekologiczny też nie jest super a dlaczego? Bo jest to przemysł, działania i myślenie ludzi w sposób korporacyjny… i co z tego, że dom bez chemii jak i tak w pośpiechu…Dziś ekologicznie winno znaczyć naturalnie bez pośpiechu w harmonii z sobą z ludżmi ze światem… czerpanie z natury i życie zgodnie z jej rytmem… minimalizm i spokój. Wiem, że w mieście ludziom trudniej, ale znam ludzi którzy pokierowali tak swoim życiem, że i w mieście żyją spokojniej. Jak pytam mamę, która wychowała 7 dzieci jak to jak dziś z 2 bywa niezły meksyk:) a ona na to bo Wy młodzi byście chcieli robić karierę, mieć czas dla dzieci, posprzątane w domu, piękny ogród i jeszcze czas dla siebie…wszystko idealnie, wszystko na raz… a My kiedyś nie przejmowaliśmy się, że talerze w zlewie, że dzieci umorusane po dworze do nocy biegały, było sąsiedztwo, ogniska, śmiech i nikt sobie głupotami głowy nie zaprzątał. Dzieci kreatywnie bawiły się same, pamiętam grało się w palanta i takie tam i zawsze czułam miłość choć mama dużo pracowała ale była na każdym moim przedstawieniu w szkole… Może się chaotycznie rozpisałam wybaczcie że taką czytankę Wam zaserwowałam…ale Wy drodzy rodzice narzekacie, że czasu brak gdzie zamiast tetry są pampersy, zamiast tarkowania ziemniaków tarką robi to kuchenny robot…takie ułatwienie i dogodności, a Wy piszecie, że czasu brak na to, żeby ziarna sałaty posypać i wyrwać co większe zielsko?:) Czas jest tylko na co go przeznaczamy? Coś wokół Was pędzi a Wy nie musicie, miejcie swoje pojęcie CZASU i swoje życiowe priorytety a zapewniam Was, że spokój powróci… ja tam nie narzekam…funkcjonuję w rzeczywistości, w której wszyscy wkoło wiedzą, że moim priorytetem jest rodzina w życiu z Bogiem i Matką Ziemią i nie przeszkadza ani mi ani innym to, że realizuję się w pracy zawodowej, zakładam obcasy i wychodzę na scenę…a potem zmywam makijaż i czytam dzieciom o Koziołku Matołku i wiecie co? Mam przyjaciół z różnych sfer poglądowych i nie czuję by myślano o mnie jak o dziwolągu, gdy wchodzę na boso do sklepu bo tak mi dobrze, choć wczoraj byłam elegancką panią za biurkiem… Sama decyduję o swoim życiu i dzieje się to w sposób intuicyjny i naturalny dlatego wkoło moja odmienność nikogo nie dziwi, że nie wiem czym się różni tablet od laptopa bo wyraźnie im komunikuje, że mi ta wiedza nie jest do niczego potrzebna tak jak i konto na Facebooku i wiecie co ludzie do mnie lgną po spokój kiedy siadamy na huśtawce robię wodę z cytrynką i miętą (ot zwyczajnie) i nagle jest och i ach bo owi towarzysze zapomnieli o ZWYCZAJNOŚCI i dlatego u mnie odpoczywają jak sami mówią a ja nie robię nic żeby uatrakcyjnić im pobyt u siebie…po prostu ,,jesteśmy” między kotami, skoszoną trawą i gotującymi się słoikami dżemu z truskawek… brzmi patetycznie i banalnie ale takie jest moje życie…bez ciśnienia.. po prostu takie intuicyjne…czasem z niezłym pierdzielnikiem w domu…ale co z tego… my gramy sobie w piłkę na podwórku pada deszcz i mamy to wszystko gdzieś! Takich chwil Wam życzę!

    1. Zielony Zagonek Autor(ka) wpisu

      Tereso! Dziękuję,.. nic więcej nie napiszę bo pięknie ujęłaś wszystko, mam nadzieję, że wiele osób przeczyta Twój komentarz, ponieważ jest tego wart, mam również nadzieję, że troszkę więcej osób zacznie ufać samym sobie. Powiem Ci, że sama czułam się zagubiona, między różnymi książkami o wychowaniu dzieciaków, a Ty swoim wpisem otworzyłaś mi oczy. Niby staram się, żyć bez chemii, bez tego konsumpcjonizmu, w spokoju, a nie ufałam sobie jako matce i chciałam aby ktoś „mądrzejszy” powiedział co robić, a my jako rodzice jesteśmy mądrzy i musimy zacząć w to wierzyć :) DZIĘKUJĘ! czasem potrzebny taki zimny kubeł wody, wylany na łeb. Życie w Polsce jest trudne, ale ja w takich chwilach nucę piosenkę Turnaua „Tutaj jestem” i mija,.. najważniejsze, że w życiu jesteśmy sobą, bez schematów, bez ceregieli, sama uwielbiam czasem ubrać szpilki i ładną sukienkę, aby wśród biegania wokół domu, czuć się kobietą. A to bieganie, to nasze życie, prawdziwe. Chociaż, wiem, że wiele osób może myśleć, że w domu powinno być posprzątane idealnie, bo znajomi, bo teściowie, bo sąsiedzi, ale to nasze życie, nie wstydzę się tego, że okna upaprane przez dzieci, zabawki porozrzucane po domu, przecież nie poświęcę całego swojego czasu wyłącznie na sprzątanie. Sama lubię, czasem coś upichcić, chociaż dzisiejsza kaczka rzucona o ścianę pewnie odbiłaby się kilka razy od niej, a córka cieszyła się każdym przełkniętym kawałkiem i mówiła „mamuś patrz połknęłam o” ale człowiek się starał i o to chodzi. A kaczka, pewnie zostanie rodzinną anegdotą, bo tyle pielęgnowania, skubania i całego zachodu, a tu kaczor miał ostatnią wolę,.. :) Jeszcze raz dziękuję. Ewa

  4. Gośka

    Ewo, myślę, że to nie musi być utopia. Do pewnych zachowań ludzie dochodzą powoli. Z lenistwa, z niewiedzy, z zapatrzenia w Ogół nie chce im się włożyć trochę wysiłku, aby było lepiej. Może taki głupi przykład- 15 lat temu jadąc przez wieś wszystkie rowy były pozarastane, często na podwórku łąka pełna kwiatów. dzisiaj niewykoszony trawnik, a często i np rów przed domem to oznaka niechlujstwa. Jak to jest, że kiedyś nikomu to nie przeszkadzało?:) Nasze zachowania kształtuje moda oraz społeczeństwo. Jeśli coraz więcej ludzi zacznie dbać o to co je, czego używa w łazience i kuchni, ile czasu spędza tępo patrząc się w telepatora, tych co będą prowadzić chemiczne życie, ogólnie będzie niewielu. W obecnym momencie najważniejsze jest uświadamiać ludziom jak trujemy się na własne życzenie, a co zrobią to ich wybór. Może dzisiaj powiedzą, że ich to nie obchodzi, ale jak parę osób zwróci im uwagę, że te ładne wielkie truskawki w supermarkecie mają w sobie całą tablicę mendelejewa, to może za 2-3 lata zaczną sami coś tam uprawiać, lub szukać żywności ekologicznej. Często słyszę, że „nie jem takiej żywności bo mnie nie stać”. Myślę, ze stać, tyle, że może wystarczy przestać się przeżerać i kasę którą się wydawało na to jedzenie, które lądowało koniec końców w koszu przeznaczyć na droższe, ale lepsze, tyle że w mniejszej ilości (czyli tej zdroworozsądkowej).
    Co do tłumaczenia się, że pracując nie da się uprawiać ogródka, to nie prawda. Chcieć to móc, tyle, że zawsze trzeba z czegoś zrezygnować- np w wyjazdu nad jezioro ze znajomymi, lub popołudniowego grilla. Zresztą nikt nie mówi o prowadzeniu nienagannych grządek. Z autopsji wiem, że z chwastami też co nieco wyrośnie:) może mniejsze, ale zawsze zdrowsze. A utrzymanie niewielkiego ogródka na własne potrzeby potrzeba powiedzmy jedną sobotę na 2 tyg na wypielenie chwastów. Zresztą idąc po plony człowiek nie może się powstrzymać i zawsze przez 10-15 min coś się powyrywa i jakoś to jest.
    Do ogródka roku nie pretenduje, ale marchewka, buraczki, pomidorki i wiele innych warzywek mimo pewnego zachwaszczenia prezentują się ładnie, a jak smakują:)
    Jeszcze jedno :) – nie ma czasu na hakanie – polecam agrowłókniny przeciwchwastowe (takie czarne) – zawsze jakaś pomoc w walce z chwastami .

    1. Zielony Zagonek Autor(ka) wpisu

      Witaj Gosiu, masz rację, powiem Ci, że ja sama wolę nikomu nic nie mówić, bo wielokrotnie oberwałam po przysłowiowym łbie. Swoją drogą, tak jak mówisz ludzie nie słuchają, robią to co inni. Z własnej autopsji wiem, że można dużo mówić, zwracać uwagę, podsuwać pod nos pewne informacje, a i tak każdy zrobi po swojemu, przeważnie tak jak inni. Bo łatwiej jest iść za śladem innych niż włączyć myślenie. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że człowiek nie chce źle, chce pomóc, a jak ten dureń jest traktowany. Dlatego ja raczej nie wychylam się przed szereg, z poradami czy innymi, chociaż czasem muszę coś powiedzieć, np. na temat smarowania dziecka parafiną czy super porad lekarza aby parafinę konsumować, a i tak patrzą jak na matoła (przepraszam za określenie). Pomimo wzroku politowania wolę mieć czyste sumienie, że nie przemilczałam sprawy. W każdym razie, pociesza mnie to wielce, że są ludzie, którzy potrafią myśleć poza schematami i zaakceptować inny sposób na życie, którzy potrafią powiedzieć nie! i zadawać pytania. To naprawdę budujące, bo osoby które faktycznie czytają zagonek i które czasem wypowiadają sę na nim, bądź też są cichymi obserwatorami, pokazują, że faktycznie im zależy, aby nie być częścią szarej bezmyślnej masy. Może to trochę łechtanie ego, w końcu sama tutaj piszę, ale czasem to ważne, bo pozwala pisać dalej. Jak ktoś ma chęci, to i czas się znajdzie, widzę to po innych i po sobie, wymaga to samodyscypliny i mocnej woli oraz przede wszystkim motywacji.
      Co do ogródka, kobito (przepraszam za poufałość  ) mój to istna dźungla, jak ktoś na niego wchodzi to jedynie kręci z politowaniem, bo testuje podniesione grządki, uprawę biointensywną, ściółkowanie, efekty,.. hmm,.. nie są oszałamiające, może dlatego że nie nawoziłam kompletnie niczym nawet obornikiem, roślinki rosą powoli, dużo wolniej niż gdzie indziej, ale ta satysfakcja z własnego pesto bazyliowego, czy pizzy z ogródkowego szpinaku,.. ehh,.. zresztą, przez całe życie ogródek widziałam jedynie w telewizji,.. od czegoś trzeba zacząć, tak jak mówisz od powolnych kroczków.

  5. Luiza Magdalena

    Życie w harmonii jest bardzo proste a Nam się wydaje, że wymaga wielkiego wysiłku. Stefania Korżawska autorka wielu książek o ziołach porównuje je do betlejemki, w ktorej urodził się Bóg. I to jest ta istota. Im prościej tym bliżej natury i Boga. Tym dla Nas lepiej, łaskawiej. Dlatego – według mnie – każdy powinien zacząć od siebie, od stworzenia własnej betlejemki. Małymi krokami tworzyła się cywilizacja i powstawały nowe technologie i małymi krokami możemy powrócić do natury. Jak patrzymy na to globalnie to wydaje się to nam nierealne. Nie porównujmy się z innymi, nie wzorujmy się na większości. Przyjrzyjmy się własnemu życiu i gospodarstwu domowemu, które prowadzimy. Od nas wiele zależy. Wystarczy tylko w to uwierzyć :) Dziękuję za wybranie tego tematu do dyskusji!

  6. Weridiana

    Oj ja z chęcią też zrezygnowałabym z pracy etatowej, ale z czegoś trzeba żyć.Nawet na jedzenie jakoś zarobić, żeby dom wyremontować i mniej na ogrzewanie wydawać. Nie mam wygórowanych potrzeb, ale chcę mieć bardziej ekologiczny dom ;) Ciężko jest mnie od czegokolwiek uzależnić. Dzięki Twojemu blogowi Ewo zrozumiałam, że również kosmetyki nie są mi potrzebne (a bardzo lubiłam je kupować – choć nigdy nie przesadzałam, jak nie którzy potrafią). Teraz chodząc między półkami w sklepie zastanawiam się, po co ludziom te wszystkie rzeczy, które ostatecznie i tak nie działają. Mają tylko ładne opakowania i panie na obrazkach są śliczne. Niektórzy ludzie są faktycznie przerażająco pazerni i do tego myślą, że pieniądz czyni ich bogami tego świata.

    A propos GMO – nie wiem, co w tym jest, a skoro nie wiem, to tym bardziej nie mogę temu ufać i modlę się po cichu, żeby inni też zaczęli tak myśleć. Kocham naturę i wszystko, co z nią zgodne jest dla mnie bardziej wartościowe, niż to co z nią walczy. Poza tym zgadzam się z Justyną – w TV i w wielu innych mass mediach informacje są często kłamliwe lub tak przedstawione, by przedstawić jedną ze stron w złym świetle. Sama pracuję w marketingu, więc wiem, co to znaczy. Niestety kłamstwo mnie utrzymuje :( Szukam innej pracy od 6 msc., ale na razie nie udaje mi się stąd wyrwać :/

    P.S. Dzięki za radę dot. ziemniaków ;p Staram się dawać im różnorodne jedzenie. Ziemniaczki od czasu do czasu ;) Ale niektóre są już faktycznie trochę grubaskowate ;p Muszę je zdyscyplinować, ale aż żal mi się ich robi, jak podbiegają do mnie, jak tylko wyjdę z domu i patrzą tymi słodkimi oczkami ;p

  7. Justyna

    Nie mam zamiaru nikogo obrazić, a wyrazić MOJE zdanie.

    Według mnie Dagmaro, media (TV) docierają do mas. Trafiają tam przefiltrowane wiadomości, które ludzie mają usłyszeć i najlepiej w nie wierzyć. Kłamstwo powtarzane wielokrotnie w końcu staje się prawdą…
    Odniosę się do ujrzanej przeze mnie przypadkiem u kogoś w telewizji (bo ja swojego TV nie mam z świadomego wyboru) nowej reklamy mleka, w której podobno chronione jest ono przed światłem, by nie straciło „dobroczynnych” właściwości.
    Jak dla mnie owszem udaje im się – chronioną je z całego serca, bo krowy, które dają to mleko słońca z pewnością nie widziały. Antybiotyki i „popędzacze” laktacji uchronić przed światłem też trzeba…Wniosek nasuwa się sam.

    Zielony Zagonku – piękna myśl na temat wartości, które gdzieś w komercyjnej dżungli przestały istnieć. Żyjemy dla przemysłu, zamiast on dla nas…

  8. Dagmara

    W żadnej roślinie typu GMO nie ma genów odzwierzęcych lub bakteryjnych..

    Polecam bardziej humorystyczną, lecz dosadną wersję ‚Pogromców Mitów’ – „Bullshit” – o żywności i tym, co naprawdę się w niej znajduje i skąd się wzięło.
    np. http://www.youtube.com/watch?v=bvkj7cqGk1w

    Albo oczywiście prawdziwe źródła wiedzy specjalistycznej, ale to już tylko dla naprawdę zainteresowanych ;) chociaż warto

  9. Weridiana

    To racja, że ciężko jest pogodzić pracę na pełny etat (nie licząc jeszcze czasu, którego niektórzy potrzebują, by dojechać do niej i wrócić, a czasem są to nawet 3/4h) z uprawą ogrodu. Ja uprawiam ogródek malutki, w którym mam zioła, teraz też truskawki wsadziłam, gdzieś są porzeczki i maliny. Ale lubię w nim pracować. Praca biurowa jest wbrew pozorom uciążliwa i czasem dobrze jest „wypocić się w polu”. Mam nadzieję, że uda mi się go powiększyć i z czasem nauczę się też uprawy innych rzeczy.

    Mam tez swoje kurki. Są bardzo łatwe w hodowli. To w zasadzie nie żadna hodowla, bo ja traktuję je jak członków rodziny. Są uratowane z hodowli klatkowych – znosiły już mniej jajek więc miały iść „na ruszt”. Widząc je po raz pierwszy, chciało mi się płakać. Miały poobcinane dziobki, wyrwane pióra i były strasznie zagubione. Nie chciały odejść od ściany kurnika. Jak wiele musiały przejść? Nie chcę wiedzieć. Nie jem mięsa od 12 lat – właśnie ze względu na takie traktowanie zwierząt – jak rzeczy. Ale jajka moich kurek są pyszne i mam nadzieję, że nie są złe, że je podbieram ;) W zamian za nie daję im ziemniaki z pokrzywą ;p Teraz są już zupełnie inne – szczęśliwe.

    Małymi krokami, dzięki takim ludziom jak Ty Ewo i innym, którzy zdają sobie sprawę, że te wszystkie gadżety, zabawki, kosmetyki, błyskotki itp. nie są nam potrzebne, świat będzie zmierzał ku lepszemu. Jest nas coraz więcej.

    1. Zielony Zagonek Autor(ka) wpisu

      Witaj Weridianno :) mam nadzieję, że poprawnie odmieniłam, macie racje razem z Kamilą i Magdiką, nie da się od razu zrezygnować z tego co świat a raczej konsumpcja nam oferuje i od czego uzależniła, może i moja wizja jest troszkę utopijna. Jednak wierzę, że tak jak mówisz małymi krokami, ludzie przestaną polegać jedynie na złudnych obietnicach i fałszywym bezpieczeństwie oferowanym przez wielkie korporacje i pazernych ludzi. Nie chodzi mi o to aby wyrzekać się technologii czy innych osiągnięć, a jedynie nie uzależnianie siebie od nich, znajdywanie czasu dla innych. Nie trzeba być rolnikiem, aby mieć dobrej jakości żywność, wystarczy tak jak mówi Magdika razem zebrać się w kooperatywy rolnicze, aby kupować świadomie i odpowiedzialnie. Dodatkowo jest wiele plusów takiej postawy, wiele można zaoszczędzić, można być zdrowszym i szczęśliwszym. Pracę etatową ciężko pogodzić,.. chociaż ja może zabrzmi to patologicznie, wolę mniej zarobić, mieć mniej, a być w domu. Zdaję sobie sprawę, że takie podejście do życia jest kontrowersyjne. A tak na koniec jako dzieci, pierwszym pytaniem jakiego się uczymy to „a po co?” jednak z wiekiem przestajemy je zadawać, a szkoda, bo często na nasze wybory ktoś by odpowiedział „bo się nogi pocą” :) – taki mają sens.

      PS. faktycznie kury to nie hodowla widzę po sobie, a uważaj na ziemniaki bo ich duża ilość ponoć za bardzo pasie kurozałry (tak mówi moja babcia :) )

  10. Magdika

    Po takim wpisie przypomina mi się może troche utopijna koncepcja Posiadłości rodowych http://www.anastazja.org/
    Ten brak czasu, to niestety wynik złego podejścia tych, którzy wymyślili obecny system. Ludziom wmówiono wybujałe potrzeby, w związku z tym trzeba harować, by mieć za co kupić w sumie zbędne rzeczy. Z drugiej strony wszystko jest konstruowane tak, by zepsuć się po kilku latach, bo z nieznanych mi przyczyn, ktoś kiedyś wymyślił, że produkcja jest bardziej dochodowa niż usługi naprawcze. W związku z tym wkręciliśmy się w niepotrzebną pracę, bo przecież można było wyprodukować coś przy użyciu dłuższego czasu i lepszych materiałów, ale służące przez pokolenia, a mamy co prawda tanie jak barszcz, ale ze złych (czasem toksycznych) materiałów i przy użyciu krótkiego czasu, buble, które w niesamowitym tempie powiększają górę śmieci.

    Ludy pierwotne nie potrzebowały tyle czasu co my na zdobycie pożywienia, resztę czasu mogli poświęcić dzieciom, towarzyskim spotkaniom, rozrywce. Teraz gdy dystrybucja dóbr jest zupełnie bezsensowna, bo jedni mają pieniędzy, z którymi nie wiedzą co począć, a inni pracują po 14 godzin za miskę ryżu, wszystkim brakuje czasu.

    W dodatku szczycimy się tym, że w rolnictwie zatrudnionych jest tylko 2% społeczeństwa, a nikt nie bierze pod uwagę, że przy tak prowadzonej pordukcji roślin potrzebny jest sprzęt, pestycydy, nawozy, badania laboratoryjne, księgowość, podatki itd, a więc praca wszystkich ludzi zatudnionych przy w tych dziedzinach powinna być wliczona do produkcji rolnej, i wtedy okazuje się, że 40% ludzi pracuje w rolnictwie. Czy nie lepiej by było, żeby oni naprawdę pracowali na roli, a odpuścilibyśmy sobie wszystkie środki „wspomagające”. Niestety wtedy każdy by zarobił tylko trochę, a ci, którzy już się dorwali do dużych pieniędzy na to nie pozwolą, bo chcą jeszcze więcej. Stąd modyfikacje genetyczne, pieniędzy dla nich będzie jeszcze więcej. Nie ważne, że kosztem ludzkości. W końcu po nas choćby potop.

    Wybacz, że tak pesymistycznie.

    Ja sama uprawiam ogródek, który doglądam tylko w weekendy i jest ok, poza tym zapisałam się do kooperatywy spożywczej i mam dzięki temu warzywa bez środków chemicznych. Ogródek na razie malutki, bo się wprawiam, ale będzie systematycznie powiększany. Pielę tylko tyle o ile, żeby chwasty nie były wyższe od warzyw.

    Afery antybiotykowe łatwo ominąć, po prostu zrezygnować z mięsa i nabiału, dla zdrowia i dla sumienia cudowny lek.

  11. kamila

    jestem cała ZA zdrową, bez chemii i modyfikacji zywnością – ale to co piszesz to w tym wykonaniu utopia. Ludzie pracują zawodowo, często po więcej niż 8 godz tygodniowo, do tego dochodzą obowiazki domowe, a chcieliby tez choć trochę odpocząć i spędzic czas z rodzina ( dla niewielu pielenie grządek to odpoczynek ) – nie wyobrażam sobie, że pracując na pełny etat mozna również prowadzić uprawę warzyw i owoców w ilości WYSTARCZAJĄCEJ na wyżywienie rodziny. Zrezygnowac z pracy etatowej się nie da, bo owszem – może i większośc pozywienia sobie wtedy samodzielnie wyhodujesz, ale za co kupisz resztę artykułów….

    pozdrawiam serdecznie i wytrwałosci w uprawach wlasnych zycze.

    1. Anna ekoartprojekt

      Wiem ,że to trudne pracując na etat, mając małe dzieci i dzieci w szkole, ogarniając dom i planując co dalej …. Spiąć po 4-5 h i tak się z wszystkim nie wyrabiam. Zgadzam się że o rodzinę i zdrowie trzeba dbać – rzecz najważniejsza, właśnie po to wszystko tyle trudu. Rodzinę ma się jedną i zdrowie także. Wszystkie nie da się zrobić – to pewne. Ale każdy mały kroczek, 1 mała rzecz dziennie przybliża nas do tego wszystkiego. po latach przekonałam się o tym , że wystarczy zrobić jedną małaą rzecz dodatkowo w 5 minut , i już jesteśmy bliżej celu.
      To coś więcej procentuje, więc obiecałam sobie codziennie poświęcić 30 minut na zrobienie coś lepszego. wystarczy 30 minut dziennie siedzieć mniej w „otchłani internetu” lub 30 minut mniej oglądać ” bereizmy w telewizji” . krok po kroczku …… coraz bliżej siebie

Dodaj komentarz


Przeczytaj inne:
Naturalny syrop na kaszel dla dzieci
Zamknij

© 2014 -Zielony Zagonek| Zdjęcia i teksty chronione są prawem autorskim, nie wyrażam zgody na ich publikację bez mojej wiedzy. Kampania społeczna ma charakter informacyjny. Informacje w nim zwarte nie służą do diagnostyki czy samoleczenia.