fbpx

Kiszonki, czyli klucz do zdrowia na przednówku.

image_pdf
Pobierz pdf
image_print
Wydrukuj post

Nie jestem idealną kucharką, choć gotuję już od dobrych kilku lat, nadal uznaję się za kogoś początkującego w tym temacie – zwłaszcza w temacie przetworów.  Jestem otwarta na różne ciekawe pomysły jak przechowywać żywność bez potrzeby mrożenia.

Nie chcę używać zamrażarki, ponieważ przyczynia się ona do produkcji tak zwanej „martwa żywność” pomimo, iż badania dowodzą, że ma w sobie jakieś tam witaminy. Dla Ajurwedy mrożonki to żywność bezwartościowa. Dzieje się tak, ponieważ według niej nie posiada ona enzymów, sił witalnych i składników odżywczych zawartych w świeżym jedzeniu. Innymi słowy to taki fast food.  Często napotykam się na blogi kulinarne, które mówią o zdrowym odżywianiu i naturalnym podejściu do życia, równocześnie stwierdzając, że kupowanie żywności z certyfikatami ekologicznymi to fanaberia. Owszem, uważam, że certyfikaty to wielka mistyfikacja, ale hipokryzją i ignorancją jest mówienie, że pożywnie pożywieniu równe. Przecież kurczak nafaszerowany hormonami i antybiotykami nie może być dla nas w jakimkolwiek stopniu dobry, poza proteinami i ogólnym „wypełnieniem”. Więc gdzie tu mowa o zdrowiu? Od zawsze człowiek szukał pożywienia i jeśli chce być zdrowym nadal, w XXI wieku, musi to robić, ponieważ to, co jest na większości sklepowych półek, nie nadaje się do konsumpcji. Ja sama wielokrotnie dałam się nabić w butelkę, dlatego tez jestem bardziej ostrożna zwłaszcza, że dużej liczbie osób wydaje się, iż ‘wiejskie’ znaczy zdrowe i naturalne – nic bardziej mylnego. Pożywienie stało się dla mnie istotną kwestią dbania o zdrowie. Dlatego znalezienie kapusty czy marchwi, które nie były pryskane i rosły na słońcu, jest dla mnie bardzo ważne i niejednokrotnie wcale nie łatwe. Wrzucenie jej do zamrażarki mijałoby się z celem. To nie jest fanaberia, to chęć dbania o zdrowie.

Często spotykam się z określeniem ogórki kiszone są jedynie dla smaku, nie mają żadnych właściwości dla naszego organizmu. Nic bardziej mylnego!

Żywność poddana procesowi fermentacji poprawia działanie naszego układu trawiennego i wzmacnia go. To układy trawienny i wydalniczy są podstawą naszego zdrowia. To, co dostanie się do naszego organizmu i to, co zostanie z niego usunięta ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i jego utrzymanie.

Dlaczego kiszonki są dobre?

– kiszonki zwiększają produkcję enzymów trawiennych, przez co pokarm jest lepiej przyswajalny. Dodatkowo proces fermentacji zwiększa ilość składników odżywczych zawartych w pożywieniu podwyższając ilość witamin i minerałów. Jest to bardzo istotne, ponieważ co z tego, że zjemy jabłko, kiedy jedynie część witamin i składników odżywczych tak naprawdę dostanie się do naszego organizmu?

– kiszonki regulują kwasotę naszego organizmu sprawiając, że krew jest bardziej zasadowa zaś płyny w żołądku kwaśne. Kwasota organizmu jest bardzo istotna w utrzymaniu naszego zdrowia, ponieważ przy jej zaburzeniu pojawiają się wykwity drożdży, czy chociażby próchnica zębów.

– kiszonki dostarczają naszemu organizmowi pro-biotyków, które pozwalają zwalczać infekcje drożdżowe, pasożyty i bakterie chorobotwórcze.

– kiszonki niesamowicie pobudzają nasz układ odpornościowy, poprzez zwiększenie produkcji śluzów, a równocześnie utworzeniu bariery śluzowej w naszym układzie trawiennym. Ponadto poprzez rozwój „dobrych” bakterii również wspomagana jest produkcja białych krwinek krwi. Jednak to jedynie część z wymienionych korzyści.

Oczywiście jak ze wszystkim, nie da się konsumować kiszonek w nadmiarze, stwierdzenie typu kapusta kiszona jest dobra dla wszystkich, czy mówienie, że brokuł jest super warzywem dla każdego, jest błędem. Są osoby, które ze względów indywidualnych nie mogą konsumować zbyt dużej ilości kiszonek. Dla przykładu, niektórzy często mają infekcje górnych dróg oddechowych, jak katar, czy mokry kaszel, dlatego naturalnie produkują ogromne ilości śluzów. Kolejną przykładową grupą, której konsumpcja kiszonki nie powinna być w nadmiarze, to osoby, które nie mają problemów z trawieniem, co więcej trawią bardzo szybko  i jest im często gorąco. Musimy w końcu nauczyć się samoobserwacji, organizm nam powie, czy coś jest dla nas wskazane. Kiedy jesteśmy rozdrażnieni, mamy wzdęcia, zaparcia, jest nam zimno, czy za gorąco daje nam on znać, o złym dopasowaniu pokarmu. Najczęściej efekty złego odżywiania występują w ciągu kilku godzin po jedzeniu, ale czasem mogą się pojawić po kilku dniach.

Jest wiele różnych przepisów na kiszonki, kiedyś sam proces fermentacji był powszechnie znany i kiszono dosłownie wszystko, ogórki, buraki, fasolkę szparagową, paprykę czy pomidory. Ja w tym roku testowałam pomidory oraz fasolkę i niestety spotkało mnie wielkie rozczarowanie smakowe. Może wy podzielicie się swoimi przepisami? Może gdzieś w kajecie babci znajdziecie przepis na ciekawą kiszonkę, z przyjemnością ją wypróbuję i podzielę się z wami wynikami J. Ja mogę jedynie podzielić się przepisem na przepyszne i kwaśne ogórki kiszone mojej babci.

Na 1l wody przegotowanej i ostudzonej dodajemy 1 łyżkę soli, chrzan, czosnek, koper, liść winogronowy (odpowiedzialny za buzowanie ogórków i wspaniałe bąbelki), pieprz i ziele angielskie. Ogórki myjemy, zalewamy wodą i bardzo mocno zakręcamy. Następnie trzymamy je w ciepłym pomieszczaniu przez 3 dni kiedy jest gorąco, zaś do tygodnia w chłodniejszy czas, a następnie wynosimy do piwnicy.

Na koniec kilka słów o różnicy między kiszeniem a kwaszeniem. Kapusta kwaszona to taka, gdzie warzywa są zalewane zalewą octową i mieszane z cukrem. Przeważnie mowa o occie spirytusowym . Ponadto ocet spirytusowy odpowiedzialny jest za zachowanie koloru warzyw, przez co kiszona kapusta jest żółta zaś kwaszona biała. Taka kapusta, na occie, jest pozbawiona tego, co najważniejsze „dobrych bakterii”, taka kapusta może być nawet niebezpieczna, gdyż nadmierne spożycie octu spirytusowego sprawia, iż możemy doprowadzić nasz organizm do anemii i wielu innych chorób. Dlatego jeśli ktoś chce mieć kapustę kwaszoną niech użyje octu jabłkowego, chociaż i ten, pomimo iż dostarcza organizmowi żelaza, jest niebezpieczny dla osób mających problemy z rzadką krwią i jej krzepnięciem. W takim wypadku lepiej zaopatrzyć swoją spiżarnię w kapustę kiszoną. Co się tyczy ogórków, kwaszone to zwykłe ogórki małosolne robione przez krótki okres czasu, zaś ogórki kiszone to takie, które trzymamy w piwnicy przez kilka miesięcy. Jednak w tym wypadku oba rodzaje ogórków nie wykazują wielkich różnic i są dla nas dobre.

 

[mpp_inline id=”55194″]

Autor tekstu:

Cześć, jestem Ewa, pasjonatka i ekspertka w dziedzinie zielarstwa! 🌿 Moja podróż zaczęła się od fascynacji naturą i przekształciła w głęboką wiedzę o ziołach i ich mocy. Autorka 9 książek, regularnie dzielę się swoimi odkryciami w TV. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o czymś wyjątkowym – leczniczych właściwościach soli. Ta prosta, ale potężna substancja kryje w sobie tajemnice zdrowia i dobrego samopoczucia. Zapraszam do odkrycia tej historii razem ze mną!

Odkryj Moc Ziół Dzięki DARMOWEJ

Bibliotece Ziołowej


40 odpowiedzi na “Kiszonki, czyli klucz do zdrowia na przednówku.”

    • Nie, nie to samo. Kwaszone dostępne w sklepach mają dodawane kwasy sztuczne dla przyspieszenia procesu kiszenia. Lokalne nazewnictow to jedno – nazewnictwo w handlu ma znaczenie. 😉

  1. polecam kiszenie cukinii – w tym sezonie spróbowałam po raz pierwszy (z uwagi na mniejsze ilości ogórków) – smakują super;
    kisimy dokładnie tak samo jak ogórki (cukinię kroiłam wzdłóż na cztery części i potem na ok. 5-7 cm kawałki)
    polecam
    w tym roku na pewno skuszę się na większą ilość

  2. Kiszenie i kwaszenie to najprawdopodobniej jedno i to samo. Niektóre regiony w Polsce posługują się nazewnictwem 'kwasić’ i jest to ten sam, naturalny proces jak w innych regionach 'kisić’. Warto o tym wiedzieć, jeśli się podróżuje po Polsce i smakuje regionalnych potraw.

  3. Moje dzieci uwielbiają paprykę z miodem:
    Zalewa:
    4 szkl wody
    1 szkl octu
    30 dag cukru
    5 łyzek miodu
    ziele, liść
    Czerwona papryka

    20-25 min pasteryzować

    Pycha!

    • Krysiulu, ja w tym roku ukisiłam,.. i nie wiem co źle zrobiłam ale miała taki dziwny plastikowy posmak, czy jakby perfumowany 🙁 Będę wdzięczna za przepis, bo każdy ma inny przepis na ogórki kiszone 🙂

      • z kiszeniem papryki też eksperymentuję od niedawna. Część zakisiłam razem z ogórkami, była smaczna, ale bardzo kwaśna i twarda. Była bardziej kwaśna niż ogórki, z którymi razem się kisiła. Drugą cześć zakisiłam razem z kapustą. Ta papryka 'upodobniła’ się do kapusty kwaszonej, tzn. była bardzo miękka i bardzo smaczna. W obu przypadkach dodałam też papryczki pepperoni i w obu przypadkach były pyszne. Ogólnie proponuję dokładać inne warzywa do ogórków i kapusty. do ogórków dodałam też cukinię i była 'boska’. Zupa z kiszonej cukinii z posmakiem ogórkowym była u mnie hitem ubiegłego lata.

        • Z tą cukinią i papryką będę musiała spróbować, a masz sprawdzony przepis na kiszenie kapusty. Mi w tym roku nie wyszła, cała beczka poszła dla kur 🙁

          • Sukces w kiszeniu kapusty zapewniają: dokładność, czystość, staranność i wytrwałość. Najlepiej zacząć próby od małej ilości, nawet teraz można kupić główkę kapusty i jedną kapustę pekińską. Pekińska 'podkręci’ proces kiszenia, biała o tej porze roku ma mało substancji sprzyjających fermentacji mlekowej, ale razem z pekińską powinna dać radę. Poszatkować, posypać dość obficie solą i wymieszać, najlepiej w dużym naczyniu tj. wanienka dla niemowląt. Zostawić na 1-2h aż zmięknie i puści sok. Dodatkowo można poszatkować 1-2 soczyste jabłka i domieszać je do kapusty. Potrzebujemy dużo soku, jabłka nam w tym pomogą. Następnie nabieramy po trochu poszatkowanej kapusty i wkładamy do dużego słoja lub naczynia ceramicznego. Tłuczkiem do ubijania ziemniaków, ubijamy dokładnie kapustę w naczyniu. Chodzi o to, aby usunąć powietrze. Dokładamy kolejną porcję i znowu ubijamy. Na koniec wlewamy sok, który puściła po nasoleniu. Gdy cała kapusta jest już w naczyniu, jeszcze raz spokojnie ubijamy, tak aby była dobrze przykryta sokiem. Zarówno naczynie do kapusty, jak i wanienka i tłuczek, powinny być wyparzone. Przykrywamy kapustę wyparzoną płócienną ściereczką, na to np. talerzyk i słoik z wodą do obciążenia. Brzeg naczynia starannie wycieramy, aby nie było na nim kawałków kapusty. Cała ściereczka musi być przykryta sokiem. Przez ok. tydzień, codziennie zdejmujemy przykrycie, ugniatamy jeszcze kapustę, wyparzamy ściereczkę i talerzyk, przykrywamy jak poprzednio. Sprawdzamy, czy ściereczka jest dobrze przykryta sokiem, jeżeli nie to możemy dolać troszeczkę przegotowanej wody z solą. Po tygodniu możemy zacząć próbować jak smakuje, gdy uznamy, że jest już ukiszona, przenosimy ją do lodówki lub w inne chłodne miejsce. Przed przeniesieniem w chłodne miejsce trzeba jeszcze przebić ją ostrym szpikulcem np. od rożna w kilku miejscach do dna, aby ją odgazować. Po przebiciu ponownie ją ugniatamy aby nie zostały puste przestrzenie. Codzienny przegląd kapusty kontynuujemy tak jak wyżej, gdy ubierzemy kapusty do konsumpcji, pozostałość ugniatamy, tak aby była cała przykryta sokiem. Gdy kapusta jest dobrze ukiszona wystarczy zaglądać do niej co kilka dni.

            • Idealne wyjaśnienie po koleji co i jak…dziękuję bardzo za tak przejrzystą ”instrukcję”

  4. wszystkie produkty przefermentowane przez bakterię kwasu mlekowego dostarczają nam przede wszystkim probiotyków i prebiotyków. Probiotyki i prebiotyki to bakterie żyjące w naszych jelitach. Dorosły człowiek ma ich podobno ok 1,5kg, niemało. To one w naszych jelitach 'przetwarzają’ to co zjadamy do bardziej przyswajalnej dla nas formy. Wyhodowanie w jelitach pokaźnej gromadki probiotyków i prebiotyków to bardzo istotny element dbania o zdrowie. Praktycznie każdego dnia bez wyjątku powinniśmy je dostarczać do jelit, dlatego każdego dnia należy zjeść coś co je zawiera, to może być kiszona kapusta, ogórki, buraczki czy jakieś inne kiszone warzywa, ale też jogurty i kefir, także chleb na zakwasie czy żurek, które zawierają przefermentowaną mąkę.

  5. Czytam z ciekawascia wszystko , zgadzam sieprawie ze wszystkim, piszac o skoku cywilizacyjnym – nie możemy mowić o nim jeśli chodzi o odżywianie . Jesteśmy naturalni w 100% i taki pokarm musimy spożywać , bo tak naprawdę ważne jest to co z posiłku przyswoimy, a nie co zjemy . Dziś zjadamy bardzo dużo produktów zakwaszajacych nasz organizm , a musimy pamietać o równowadze kwasowo-zasadowej , wówczas będziemy zdrowsi , nie pozwolimy by w organizmie było środowisko sprzyjające rozwojowi grzybów , bakterii , wirusów i pasożytów ( szacunki mówią ze ponad 90% populacji ma pasożyty ) . A produkty typu kwaśna kapusta czy ogórki z polskich spiżarni są idealnymi produktami zasadowymi i bardzo wskazanymi do spożywania . Warto wrócić do kuchni naszych babć .

    • Ello święte słowa, idziemy niby do przodu a cofamy się zawsze dwa kroki w tył. Często jednak kuchnia naszych babć, dość dziwnie smakuje, dlatego trzeba się do niej przyzwyczaić i ją polubić bo naprawdę warto! Pozdrawiam serdecznie,Ewa

  6. Przepis na ukwaszenie buraczkow:
    1kg.buraków
    1l.wody
    1 łyżka sol
    1 łyżeczka miodu
    lisc laurowy-3szt.
    4 szt. ziela angielskiego
    4 ząbki czosnku
    Buraczki ołupić,pokroić w plastry,wodę zagotować przystudzić ma być letnia ,doołożyś sól,wymieszać wlać do buraczków mają być przykryte wodą ,jeżli jest za mało wody zrobić jeszcze jedną porcę zalewy.Dodać resztę przypraw zakręcić szczelnie słoik,odstawić w ciepłe miejsce na 3-4 dni.TRZEBA CODZIENNIE ZAGLĄDAĆ JEŻLI ZBIERA SIĘ PIANA TRZEBA JĄ DOKŁANIE ZBIERAĆ,NASTĘPNIE WYNIESC DO SPIŻARKI,SOK TRZEBA PROBOWAC I ZOBACZYC JAK JEST ZAKWASZONY PRZELAĆ DO BUTELEK,PRZEŁŻYĆ DO LODÓWKI.Sok jest gotowy ,można go pić na surowo 1 łyżeczkę dziennie lub zrobić pyszny barszyk wlewając do bulionu-
    smacznego

    pS.
    Ewo czcionka, czy moze byc mniejsza i wiekszy odstep w rzedzie? strasznie ciezko sie czyta takie duzo litery….tylko moja sugestia

  7. Kiszonki -super, zgadzam się, sama kiszę. Żywność ekologiczna- pewno i tu nie brakuje oszustów i krętaczy, ale nie oszukujmy się i tak jest to zdecydowanie lepsza i bardziej wartościowa żywność niż ta sklepowa! Bo przynajmniej bez dwóch zdań chłamu mniej! Poza tym trzeba wiedzieć jakie certyfikaty mieć musi. Co do wiejskiego jadła zgadzam się w 100%, że wiejskie nie znaczy ekologiczne czy naturalne. Ekologia to certyfikat, a naturalnie to tradycyjnie bez chemii. Sama mieszkam na wsi i o wieprzowinkę eko trudno, i nie dlatego, że ludzie są zachłanni, małe gospodarstwa rolne są biedne, ludzie z tego żyją. System ich zmusił do tego, że kury na paszy bo więcej jajek i więcej pieniążków. Smutne ale prawdziwe. Ja zawsze pytam wprost, nie na zasadzie ,,czy na chemii” tylko ,,ile i na jakim etapie”. Wówczas nikt mnie nie ściemnia, tylko odpowiada wprost. Kieruję się zasadą, że jeśli są to żródła mi nieznane, nie polecane, to szukam miejsc, gdzie uprawa czy gospodarstwo jest kameralne. Świnek jest 5 a nie 100, kur jest 15 a nie 200 itd. Wychodzę z założenia, że takie mięsko, czy jajka, czy nawet warzywa (choć te uprawiam swoje) i tak są dla mnie lepsze niż te sklepowe. Nie można popadać w groźne obecnie zjawisko ORTOREKSJI! Analizy, badania… jeden profesor, że mleko złe, drugi, że dobre. Tu badania naukowe, tam badania naukowe… a szlag by to trafił, jakbym miała swoje życie podporządkowywać jedzeniu i skupianiu się na nim. Dieta rotacyjna najlepsza z diet, wszystkiego po trochu z umiarem, jak nie wiadomo czy dzieciom tłuszcz taki czy taki, to po prostu wszystkiego po trochu, raz olej taki raz masełko i wszyscy spokojni, bez zachłystywania się nagle olejem lnianym, za chwilę jaki ten z wiesiołka super i tak w koło macieju. A dieta ma być zbilansowana i rotacyjna. Nie układam menu wg piramid żywieniowych, o zgrozo amerykańskich wytycznych. Co mam to jem, na co sezon to jem. Nie kombinuję o zgrozo jaglanych jogurtów. Na nasze zdrowie i samopoczucie ma wpływ szereg kwestii, to co jemy owszem, ale też to gdzie żyjemy, mieszkamy, nasza aktywność, nasze relacje z ludżmi itd Co z tego że zapalony Ekoczłek co jada cuda niewidy w Warszawie czy Nowym Yorku, jak żyje w pośpiechu, w smrodzie, a spacer po lesie to cała weekendowa wycieczka za miasto. Absolutnie nie oceniam, nie każdy ma możliwość mieszkać na wsi, więc fajno, że przyjażnią się z Matką Ziemią. Chcę jedynie wyrazić, że nam na wsi żyję się zdrowiej, gdzie las za oknem, gdzie dzidzia mi całe dnie śpi na tarasie itd gdzie nikt nie analizuje, nie wymyśla z jedzeniem, ma być tradycyjnie i swojsko jak za dziada pradziada. Ot i tyle.
    Ps. Co do zamrażarki ja tam sobie chwalę, w myśl zasady ,, wybierać mniejsze zło”. Wolę jeść przez cały rok swoje mięsko, zamrożone króliki, kurczaki i wieprzowinę, niż potem kupować niby świeże w sklepie, bo zimową porą zakupić u gospodarza trudniej. Warzywa korzenne w ziemi, owoce przetwory – zgadzam się, że żywność przechowywana w sposób naturalny jest najlepsza, suszenie, kiszenie, weki ale mrożenie jak dla mnie do tego wszystkiego też jest ok, jak zupy za dużo, to do zamrażalki, rosół jako baza do zup i do zamrażalki itd itd. No ale to tylko moje subiektywne zdanie, każdy może mieć inne:)
    Ps. We wszystkim potrzebna jest równowaga, dlatego mimo życia na wsi, wiejskiego jadła, pieczenia pasztetów, wędzenia i całego tego klimatu życia na wsi i pichcenia tradycyjnego lubię wyskoczyć do kawiarni z psiapsiółką na pyszną niezdrową Latte i obłędnie pyszną szarlotkę z lodami z pudełka:)
    Ahoj dobrzy ludzie!:)

    • Tereso w pełni się z Tobą zgadzam. Jak to trafnie napisał Emil Zola: „Nad­miar wie­dzy jest równie szkod­li­wy, jak jej brak”

    • „Dieta rotacyjna najlepsza z diet, wszystkiego po trochu z umiarem, jak nie wiadomo czy dzieciom tłuszcz taki czy taki, to po prostu wszystkiego po trochu” … temat stary i pewnie tu nikt nie zaglądnie, ale wtrącę mimo wszystko swoje 3 grosze … cała wypowiedź Teresy jest bardzo OK i się zgadzam, z wyjątkiem cytatu, który wkleiłam na początku… co oznacza wszystkiego po trochu??? że można pakować olej słonecznikowy z plastikowej butelki do smażenia lub robić z kukurydzianego majonez swój czyli niby zdrowy, kiedy to większośc olei roslinnych już nawet przed obróbką spozywczą jest toksyczna, ponieważ zostały wyprodukowane w wysokiej temperaturze z uzyciem rozpuszczalników chemicznych a smażenie na takich olejach czy dodawanie ich do zywności powoduje szkody w naszych ciałach, nadmiar omega 6 lub tłuszczy trans jeśli te oleje są uzywane wielkrotnie, zlewa się resztki po smażeniu do ponownego ( o zgrozo) uzycia … więc tutaj akurat zdanie „wszystkiego po trochu” nijak ma się do dbania o zdrowie a nieświadomie nawet je rujnuje, bo autorka tego komentarza może sprawy sobie nie zdaje, że niektóre rodzaje zywności serio sa toksyczne i to nie zalezy od tego czy są bio, eko czy swojskie lub zwykłe, produkowane na szeroka skalę … dziś trzeba mieć się na baczności, poniewaz z każdej strony producenci pseudożywności chca nas truć i wiem, że większośc ludzi nie zdaje sobie po prostu sprawy z tego w jakim stopniu produkty które jedzą na co dzień rujnują ich zdrowie… ja się tym interesuję i siedze w temacie trochę głębiej i najgorsze z mozliwych uważam kierowanie się tą zasadą „wszystkiego po trochu”… cyjanku też??? 😉 pozfrawiam autorkę bloga, wpadłam na niego niedawno i jestem zachwycona, choc nie czytam regularnie, to filozofia tego miejsca bardzo do mnie przemawia …

    • jijy ależ absolutnie się z Tobą zgadzam! Zła interpretacja mojego komentarza. Wszystkiego po trochu w odniesieniu do tych zachwalanych zdrowych (tudzież ) ekologicznych tłuszczy… Absolutnie nie myślałam o chłamie, bo też mam zbyt dużo wiedzy na ten temat by się truć… Miałam tu na myśli, że jedni zachwalają tłuszcz kokosowy inni są wierni smalcowi jak za dziada pradziada itd. a ja rotacyjnie trochę smalcu trochę kokosów masła klarowanego itd. No to tyle ku woli wyjaśnienia! Ps. Cyjanku nie jadam:) Ahoj dobrzy ludzie!

  8. pomidory można kisić , na litr wody 5dkg soli, reszta przypraw jak do ogórków,najlepiej sprawdzają się takie małe pomidorki , w smaku są pyszne . Być może pomidory których użyłaś do kiszenia nie były wystarczająco dojrzałe, dlatego rozczarował Cię ich smak.

    A tak ogólnie bardzo ale to bardzo ciekawy blog, mnóstwo cennych informacji.
    eksperyment z umyciem włosów sodą zamiast szamponu udał się. Włosy czyste , miłe w dotyku i nie potrzebują żadnego specyfiku aby je rozczesać. Serdecznie pozdrawiam

    • Dziękuję Joanno za przepis, będę musiała przetestować, bo te moje tegoroczne pomidory nadają się jedynie dla kurozałrów 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Ewa P.S. cieszę się że detoks pomógł 🙂

    • W niektórych przepisach mówią aby dodawać np. łyżeczkę naturalnej maślanki, ale wydawało mi się to zbędne. Jeśli możesz napisz, coś więcej na ten temat, z przyjemnością poczytam

      • Właśnie chodzi o to, że mało o tym wiem, ale na aukcji na allegro przeczytałam: „Używa się go również do celowego fermentowania niektórych warzyw np. ogórków i kapusty, a ponieważ jest dużo mniej toksyczny od octu warzywa kwaszone fermentacyjnie są zdrowsze od warzyw kwaszonych w zalewie octowej.” Bardzo mnie to zaciekawiło i chętnie bym spróbowała, ale nie mam pojęcia ile tego się dodaje. Może w sezonie będę eksperymentować.
        Pozdrawiam 🙂

  9. Czyli kwaszenie to nic innego jak warzywa w zalewie octowej? U nas dzieci uwielbiają ogórki kiszone i potrafią ich zjeść dużo, teściowa krzyczy, że będą je brzuchy bolały ale jakoś nigdy im nie zaszkodziły 🙂 Co zaś do mrożenia, jeśli nie mrozić to jak przechować taką dajmy na to marchewkę? Pozostawienie jej w piwnicy na okres zimy sprawi, że wszystkie witaminy się ulotnią, mrożenie ją zabije, a ocet jest nieskuteczny więc jak?
    A i z doświadczenia rodzinnego muszę powiedzieć, że częste spożywanie kapusty kiszonej (5-6 razy w tyg surówka) wyeliminowało u mojego męża zgagę 🙂
    A żywność eko zgadzam się bardzo często jest fikcją, u nas na wsi teście opowiadali jak kilka lat temu gość maline uprawiał, miała być bez pryskania i zakontraktowana jako taka ekologiczna, a w nocy jak nikt nie widział to pryskał…. Osobiście uważam, że przynajmniej w moim otoczeniu nie da się ominąć przy uprawie pewnych roślin oprysków bo zaraza je zje zamiast mnie, ale ważne jest to czy ten oprysk był jeden czy 15

    • Witaj Agato masz rację, ale bardzo często nie jest to jeden oprysk a wspomniane 15 🙁 co do przechowywania marchwi, ta leży u nas w piwnicy zakopana w piasku i nic się z nią nie dzieje. Jednak zaciekawiła mnie Twoja inofrmacja o ulatnianiu się witamin w procesie składowania żywności, masz jakieś ciekawe odnośniki? Strasznie chciałabym o tym przeczytać. Pozdrawiam, Ewka

  10. Dziękuję, że podałaś przykłady tego, kto nie powinien spożywać zbyt dużo kiszonych ogórków czy kapusty. Teraz wszędzie czytam peany na cześć kiszonego wszystkiego, a moje dzieci właśnie są raczej „nadproducentami” śluzu, więc muszę uważać.
    Ale z tą mrożoną żywnością mnie załamałaś, już myślałam, że mrożenie owoców czy warzyw kiedy jest na nie sezon pomoże nam przetrwać zimę, a tu kicha? Skąd więc brać w zimie te zdrowe warzywa i owoce? I dlaczego sądzisz, że certyfikaty potwierdzające ekologiczną uprawę to mistyfikacja?

    • Agnieszko to co robili kiedyś nasi przodkowie, przetwory, kiszenie, zalewanie octem jabłkowym, suszenie. Sama jestem na etapie kombinowania jak pominąć mrożenie, owszem czasem muszę zamrozić takiego pstrąga lub mięso kupione w większej ilości, jednak sukcesywnie opróżniam zamrażarkę. Zajmuje to trochę czasu i planowania, ciężko jest to zrobić, zwłaszcza że człowiek się do mrożenia przyzwyczaił. W wakacje kiedy nadejdzie czas na przetwory, zamieszczę przepisy, ale muszę zaznaczyć eksperymentalne :). Rezygnacja z zamrażania to naprawdę duże wyzwanie, na chwilę obecną nie przejmuj się tym aż tak bardzo :), ważne jednak aby cały obiad czy posiłek nie pochodził z takich produktów. Co do certyfikatów, wielu znajomych pracujących np dla znanych marketów mówiło, że często to jedna i ta sama dostawa produktów, tylko naklejki inne. Oraz to co mówi Agata w poście powyżej, ehh cofamy się do czasów pierwotnych… a niby skok cywilizacyjny,.. Z dzieciakami obserwuj, daj raz i poczekaj z tydzień, zobacz czy śluz się zbierze, czy pojawi się infekcja,.. Pozdrawiam serdecznie, Ewa

      • Dzięki Ewo, na razie rezygnacja z mrożonek i tak przekracza moje możliwości organizacyjne. Co do reszty, będę myśleć i próbować 🙂 Pozdrawiam!

      • Wydaje mi się, że to nie jest prawda, że mrożenie uszkadza żywność. Zamroziłam nasiona i one wykiełkowały, mrozi się zarodki ludzkie, z których rodzą się dzieci, Eskimosi odżywiają się mrożoną żywnością i są b. zdrowi. Dla mnie to nie trzyma się kupy.

  11. Witam!
    Nie wiem jak jest w Polsce, ale w Niemczech te certyfikaty ekologiczne mają duże znaczenie, a produkty i uprawy BIO częste kontrole. Wiem ze źródła 🙂 I tak kupując maliny ekologiczne mam pewność, że mogę je dać dzieciom do jedzenia od razu, tymczasem maliny, także kupowane na rynku, ale nie ekologiczne, są pryskane wieczorem fulem chemii, w nocy oczywśie nie pada a rano sprzedaje się je i zjada prosto z opakowania. Mniam….. Jak kupiję mleko Bio to pod zakrętką (taaak nie piję mleka z kartonu) mam słodką śmietankę, a na kakale pływają żółtawe oka tłuszczu. Bio kurczak ma nieduże piersi i duże skrzydełka, a kurczak przemysłowy wielkie sylikony i skurczone, nigdy nie rozwinięte, maleńskie skrzydełka, bez grama mięśnia. Parówki ekologiczne (taaak są takie) mają brzydki, szary kolor, a te standardowe to wszyscy wiemy… I tak dalej…

    Hmm a takie mam pytanie, czy to prawda, że jabłka chodowane chemicznie tracą możeliwość rozsiewu? Mam na myśli to, że jabłka takie mają 1-2 pestki, czasem żadnej… To nie jest normalne, prawda? Tymczasem jabłka z sadu sąsiadów, kompletnie ekologiczne, mają ich 5-6. A może to zalezy od odmiany?

    a kiszoe ogórki z tego przepisu na pewno wypróbuję, ale w sezonie dopiero 😉

    Pozdrawiam serdecznie
    Kamila

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Uwolnij moc ziół! Uzyskaj ekskluzywny dostęp do darmowych ziołowych publikacji!

X

Pin It on Pinterest